Remisy, ach te remisy - czyli wtorek z Ligą Mistrzów

Czyli jak to nagle okazuje się, że drużyny z Anglii niekoniecznie muszą być faworytami. Czyli nadużywamy czyli.

 

 

 

Remisy w Lidze Mistrzów Czyli drużyny z gorącej Hiszpanii i Portugalii utarły nosa Anglikom Nie taki diabeł straszny... Przekonały się o tym drużyny Porto i Villareal skazywane na pożarcie w meczach z zespołami z Wysp. Wywalczyły cenne remisy Villareal - Arsenal Londyn 1:1. Za moralnych zwycięzców tego pojedynku można byłoby uznać kanonierów, bo udało im się wywalczyć punkt na boisku rywala. Ale strata kontuzjowanych Williama Gallasa i Manuella Almuni nie napawa optymizmem przed meczem rewanżowym. Wiadomo, że młode wilczki z Arsenalu plus fenomenalny Adebayor to jednak tylko rozczulające szczenięta. I choć bramka Marcosa Senny z Villareal była piękna (ale ta zdobyta po przewrotce przez Kanoniera z Togo była chyba jeszcze ładniejsza), to jednak w następnej rundzie będziemy trzymać kciuki za londyńczyków (szczególnie, że w bramce Arsenalu świetnie spisywał się Łukasz Fabiański). Nie przeszkadza nawet fakt, że Cesc Fabregas próbował nieudolnie oszukać sędziów i przeciwników przedwcześnie wykonanym rzutem wolnym. Każdemu przecież zdarza się wpadka, tym bardziej w tym przypadku od razu ukarana żółtą kartką. Miejmy nadzieję, że wspaniała połówka najbardziej wystrzałowego duetu z Arsenalu Fabregas w następnym meczu skoncentruje się na tym, co potrafi robić najlepiej, a nie na kiepskiej jakości matactwach. FC Porto - Manchester United 2:2. Zmęczone Czerwone Diabły to nie te same Czerwone Diabły - taki wniosek nasuwa się po obejrzeniu wczorajszych potyczek Manchesteru z Porto. Drużyna z Portugalii była spisana na straty, ale udało jej się utrzeć nosa Manchesterowi United. Zespół z Wysp na półmetkowym finiszu tego sezonu jakby opadło z sił i to do tego stopnia, że nie było w stanie wygrać u siebie z nominalnie słabszymi zawodnikami z Półwyspu Iberyjskiego. W meczu rewanżowym to chyba Porto będzie w lepszej sytuacji. A Manchester? Musi liczyć, że jakimś cudem zdoła wyjść z dołka i pokona zespół z Portugalii. Bo już chyba tylko cud może sprawić, że Czerwone Diabły awansują dalej.

Villareal - Arsenal Londyn 1:1

 

Za moralnych zwycięzców tego pojedynku mogliby uznawać się kanonierzy, bo w końcu wywalczyli z trudem, ale zawsze - punkt na boisku spragnionego odwetu rywala. Niemniej, starta Williama Gallasa i Manuella Almuni zapewne nie napawa optymizmem. I to nawet nas, bo choć Fabiański w bramce cieszył niezwykle nasze oczy (tym bardziej, że spisywał się świetnie), to jednak w tak wysokiej fazie rozgrywek wszelkie kontuzje mogą tylko trapić. A przecież wiadomo, że młode wilczki z Arsenalu plus fenomenalny Adebayor to rozczulające szczenięta, które skradły nasze serca. I choć bramka Marcosa Senny była piękna (choć ta zdobyta po przewrotce przez Kanoniera z Togo chyba jeszcze  ładniejsza), a żółty kolor kojarzy nam się z puszystym wielkanocnym kurczakiem, to jednak w następnej rundzie będziemy trzymać kciuki za londyńczyków. Nie przeszkadza nawet fakt, że Cesc Fabregas próbował nieudolnie oszukać sędziów i przeciwników przedwcześnie wykonanym rzutem wolnym. Każdemu zdarza się wpadka, tym bardziej w tym przypadku dopuszczalna, że od razu żółcią ukarana. Miejmy nadzieję, że wspaniała połówka najbardziej wystrzałowego duetu z Arsenalu Fabregas w następnym meczu skoncentruje się na tym, co potrafi robić najlepiej, a nie na kiepskiej jakości matactwach.

 

FC Porto - Manchester United 2:2

 

Zmęczone Czerwone Diabły to nie te same Czerwone Diabły - taki wniosek można wysnuć po obejrzeniu wczorajszych potyczek Manchesteru z Porto. Przyznajemy, że drużynę z Portugalii z miejsca spisałyśmy na straty i nawet otwarcie zaczęłyśmy kibicować ekipie Żelka i Fergusona - jakże poważny błąd uczyniłyśmy! ManU na półmetkowym finiszu tego sezonu jakby opadło z sił i to do tego stopnia, że nie było w stanie wygrać u siebie z nominalnie słabszymi zawodnikami z Półwyspu Iberyjskiego. Tym samym rewanżowy pojedynek może okazać się cięższy niż my, trzy czwarte kibicowskiego świata i sami zawodnicy mogli sobie wyobrazić. Na pocieszenie dostałyśmy gole dwóch brzydali i odsłonięty brzuch C-Rona, ale raczej marnie to pokrzepi kogokolwiek, jeżeli Manchester w Porto nie zdoła awansować. A wszystko miało być takie oczywiste.

 

Tak oczywiste jak tzw."sex face" Fabregasa na tym zdjęciu.

 

 

 

olalla