Gregor Schlierenzauer ma swój plac

A końca imprez na jego cześć nie widać.

 

 

Schlieri ma swój plac A imprezy na cześć Schlierenzauera trwają i końca nie widać Schlierenzauer wciąż świętuje zdobycie Kryształowej Kuli Pucharu Świata w skokach. Za to osiągnięcie doczekał się nawet placu nazwanego na swoją cześć Gregor Schlierenzauer z Kryształową Kulą i nieodłączną puszką Red Bulla w ręce udał się w swoje rodzinne strony, do miasteczka Fulpmes. Tam na rynku zgromadzili się wszyscy mieszkańcy, a także rodzina i przyjaciele Gregora, by wspólnie z nim świętować pierwszy triumf w Pucharze Świata. Głównym punktem programu było nadanie jednemu z placów imienia austriackiego skoczka, ale organizatorzy spisali się na medal i przygotowali szereg innych atrakcji. Był to festyn z prawdziwego zdarzenia, nie zabrakło zatem przemówień ważnych osobistości, wywiadów, dzieci z kwiatami, występu lokalnej orkiestry, która wykonała skomponowaną specjalnie na tę okazję pieśni zatytułowanej "Schlieri Lied". A wszystko to pod czujnym okiem kamer telewizyjnych. Przy okazji skoczek udzielił również najświeższych informacji dotyczących stanu nie tak dawno operowanej nogi. Mimo, że cały czas musi chodzić ze specjalną szyną usztywniającą kontuzjowaną kończynę, twierdzi, że czuje się coraz lepiej, rehabilitacja przebiega pomyślnie, a z przygotowaniem się do letnich zawodów Grand Prix nie powinno być problemu. Plany optymistyczne, a przecież mówiło się, że kontuzja jest tak poważna, że Schlieri będzie musiał pauzować parę miesięcy. Jednak, jak widać, nowoczesna medycyna potrafi czynić cuda... Trzymamy kciuki, życzymy powrotu do zdrowia i rychłego zakończenie tego objazdowego tournee z Kryształową Kulą, które, jakkolwiek miłe, musi być strasznie męczące. Żeby tylko od tego wszystkiego austriackiemu skoczkowi nie przewróciło się w głowie. W przyszłym roku są Igrzyska Olimpijskie. Jeśli zdobędzie na nich złoty medal, to kto wie... Może jego nazwiskiem nazwą rodzinną miejscowość?

 

Tym razem skoczek z Kryształową Kulą i nieodłączną puszką Red Bulla w ręce udał się w swoje rodzinne strony, do miasteczka Fulpmes, na którego rynku zgromadzili się mieszkańcy, rodzina i przyjaciele Gregora, by wspólnie z nim świętować tryumf w Pucharze Świata. Głównym punktem programu było właśnie nadanie jednemu z placów imienia austriackiego skoczka, choć organizatorzy przygotowali dla obecnych szereg innych atrakcji. Był to festyn z prawdziwego zdarzenia, nie zabrakło zatem przemówień oficjeli, wywiadów, dzieci z kwiatami, występu lokalnej orkiestry w premierowym wykonaniu specjalnie na tę okazję skomponowanej pieśni zatytułowanej "Schlieri Lied" (że też nie było nam dane tego słyszeć), a wszystko oczywiście pod czujnym okiem kamer telewizyjnych. Jeśli do tej pory od tego wszystkiego chłopakowi nie przewróciło się w głowie, to naprawdę podziwiamy.

 

Przy okazji skoczek udzielił również najświeższych informacji dotyczących stanu nie tak dawno operowanej nogi. Mimo, że cały czas musi chodzić ze specjalną szyną usztywniającą kontuzjowaną kończynę, twierdzi, że czuje się coraz lepiej, rehabilitacja przebiega pomyślnie, a z przygotowaniem się do letnich zawodów Grand Prix nie powinno być problemu. Trzymamy kciuki, życzymy powrotu do zdrowia i rychłego zakończenie tego objazdowego tournee z Kryształową Kulą, które, jakkolwiek miłe, musi być strasznie męczące.

 

A pod tym linkiem obejrzeć możecie więcej zdjęć z całej imprezy. Nam po zapoznaniu się z nimi nasuwa się pytanie, czy Gregor na ciągłe noszenie swojego pasiastego szaliczka również ma umowę sponsorską. Z internetowym sklepem emo.at na przykład. A może zwyczajnie go lubi, a my jak zwykle się czepiamy. Pewnie tak.

 

ruby blue

Więcej o: