Mutu na urlopie

Łączmy się w bólu z całym zespołem Fiorentiny i wszystkimi jego kibic(k)ami - Viola właśnie straciła jednego ze swoich najcenniejszych graczy oraz najsmakowitszych seksownych ciach. Cudny Adrian Mutu o jeszcze bardziej cudnych, ciemnych oczętach, udaje się na niekrótki urlop. Przymusowy i zdrowotny.

 

 

Powodem całego zamieszania jest lewe kolano piłkarza. Rumun podobno już od dawna skarżył się na bóle, jednak okrutnni lekarze ze sztabu medycznego klubu długo ignorowali jego słowa. W końcu jednak zdecydowali się kolano przebadać. I co się okazało? Otóż intuicja piłkarza nie zawiodła, a same dolegliwości mają swoją medyczną przyczynę, gdyż (cytujemy) "w kolanie wystąpiło lekkie zwyrodnienie stawu" i cokolwiek by to miało oznaczać (wybaczcie nam brak wiedzy, ale zawsze bardziej interesowało nas ciało od zewnątrz niż od środka) wcale łagodnie nie brzmi i błahostką raczej na pewno nie jest.

 

Skutkiem tej przykrej dolegliwości nasz biedny, mały Adrian będzie zmuszony trafić pod nóż - czeka go zabieg (może nie poważny, ale zawsze), bo aby dalej mógł nas cieszyć swoją grą i torsem, zwyrodnienie musi zostać usunięte. I najprawdopodobniej teraz, kiedy to czytacie, jest usuwane.

 

Odwróćmy jednak swoje myśli od tej tragicznej wizji i ratując się przed omdleniem, powróćmy do chłodnych faktów. A te są następujące: przez następne tygodnie (cztery ściśle mówiąc) nie mamy co liczyć, że Rumun na murawie się pojawi, rekonwalescencja po operacji i powrót do pełnej sprawności kolana ma potrwać całą wieczność, czyli miesiąc, czyli jakieś trzydzieści nieprzespanych nocy z tęsknoty, co daje nam 2592000 sekund niecierpliwego oczekiwania na powrót Adrianka. Czytanie pełnych nadziei słów piłkarza ("Wierzę, że sytuacja nie jest tragiczna. Na boisko wrócę tak szybko, jak to tylko będzie możliwe") wydaje się jednym z lepszych pomysłów, zaraz po wizycie na szpitalnym (znacie adres?) oddziale. Choć my i tak wybieramy trzecią opcję - w ramach wcześniej wspomnianego, łącząć się w bólu z zespołem oraz kibicami, jak i wspierając samego piłkarza, postanowiłyśmy poświecić się dla dobra sprawy i już dziś zakupić koszulkę w barwach Violi. Tak, jesteśmy wspaniałe.

 

Marina