Manchester dołem

Czyli jak Czerwone Diabły, po porażce z Liverpoolem, koiły skołatane nerwy.

 

 

Przegraną z Liverpoolem 4:1 chłopcy z Manchesteru jakoś by znieśli. Nic to przecież, że porażka w istocie była totalną kompromitacją, a asystę przy ostatnim golu zaliczył bramkarz The Reds. Nic to nawet, że ów koszmar rozegrał się na stadionie Manchesteru, na oczach tysięcy wiernych kibiców. Czerwone Diabły z niejednego pieca jadły chleb i niejedną stoczyły bitwę. Jak na starych wyjadaczy przystało, nie zamierzają nawet zaprzątać sobie głowy takimi chwilami słabości - tym bardziej, że mają jeszcze cztery punkty przewagi nad Liverpoolem. Tyle że Czerwone Diabły z The Reds przegrały nie tylko na Old Trafford. Przegrały również, a może przede wszystkim, w ciachowym pojedynku, a tego znieść już nie sposób.

 

Edwin van der Saar, jedyny Czerwony Diabeł, który swoją rywalizację wygrał, postanowił zatem zabrać kolegów z zespołu i jakoś ich pocieszyć. W towarzystwie Rio Ferdinanda oraz Michaela Carricka zaszył się więc owej pamiętnej, sobotniej nocy w jednym z miejscowych pubów. Żali i pretensji było wiele, ostatecznie panowie doszli więc do wniosku, że trzeba się z tym wszystkim przespać. Kiedy jednak, niedzielnym porankiem podjęli tą trudna decyzję i zdecydowali się wyjść z lokalu natknęli się na czyhających za rogiem, podstępnych fotoreporterów The Sun. Widok, niestety, zamiast zmienić naszą opinię raczej utwierdza nas w słuszności tej oceny - Liverpool górą! Manchester, póki co, na odpoczynek.

 

bint