Sport.pl

Jose Mourinho odejdzie z Interu?

Tak przynajmniej ćwierkają pierwsze wiosenne ptaszki.

 

 

Jose Mourinho nigdy nie przegrywa. No, prawie nigdy - bo jeśli w grę wchodzi Sir Alex Ferguson i Liga Mistrzów...Wtedy boskiemu Jose zdarza się potknąć. Pech w tym, iż w ostatnich latach Inter Mediolan też dosyć często potykał się w Lidze Mistrzów. Lekarstwem na owe potknięcia miał być właśnie The Special One - człowiek, który wie, jak rozmawiać z piłkarzami (a my nie wiemy, czy bardziej zazdrościmy Lampsowi czy Mourinho), z  jajek potrafi zrobić omlet, a jajka z piłkarzy oraz wygrywa wszystko, co się da. Oprócz Ligi Mistrzów (którą wygrał tylko raz z FC Porto i nie udało mu się powtórzyć tego sukcesu ani z Chelsea, ani z Interem).

 

Wprawdzie rozpędzony Inter zmierza właśnie pewnym krokiem po Mistrzostwo Włoch, ale dla Nerazzurrich nie jest to nic nowego - scudetto zdobywają od czterech lat z rzędu, a to czego naprawdę pragną właściciele klubu to triumfy na arenie międzynarodowej. Tymczasem boski Jose właśnie odpadł z Ligi Mistrzów, rozgoryczony tym faktem uderzył (podobno) fana Manchesteru i nie zrobił z Interem niczego, czego nie dokonaliby jego poprzednicy.

 

Ponadto wyobraźcie sobie - włoscy dziennikarze nie przepadają za Portugalczykiem. Zupełnie tego nie rozumiemy, bo gdybyśmy my miały Josego w Polsce, słałybyśmy mu codziennie kosze kwiatów i swoją bieliznę inne wyrazy uwielbienia. Jakby tego było mało, dość mają też kibice Interu, którzy wywiesili ostatnio transparent "Portugalski jokerze odejdź z Mediolanu". Słysząc to wszystko mamy ochotę zakrzyknąć za Asterixem : "ale głupi ci Rzymianie"(choć w tym przypadku raczej  Mediolańczycy). Na szczęście głupi nie jest Mourinho i już zaczął rozglądać się za wyjściem awaryjnym.

 

Jedną z opcji jest Real Madryt (tak, tak, tak! - zakrzyknęły zachwycone tym pomysłem Ciacha), inną - Manchester City (co już nam się mniej podoba, ale Portugalczykowi dobrze jest w niebieskim). Również kibice Chelsea na każdą najmniejszą wzmiankę o zagranicznych niepowodzeniach The Special One wzdychają melancholijnie lub z desperacką nadzieją oczekują jego powrotu na Stamford Bridge. Niestety, tam na razie króluje inny Special One  (choć oczywiście nie tak special, jak THE Special One) i jak na razie, na nieszczęście dla Mourihno, radzi sobie całkiem nieźle. I chyba dogaduje się z Abramowiczem lepiej niż Jose w tej rozmowi.

 

 

 

 

rybka

Więcej o: