Wybieramy najbardziej ciachową drużynę polskiej Ekstraklasy - odcinek 3.: Lech Poznań

- A gdy znajdę taką żonę, że się kochać będę w niej - okej, okej - śpiewał przed laty idol naszych babć Eugeniusz Bodo, a my nadal poszukujemy drużyny, w której mogłybyśmy się kochać i podziwiać zgromadzone w niej ciacha. Słowem: najbardziej ciachowej drużyny Ekstraklasy.

 

 

Nadal czekamy na zgłoszone przez Was drużyny wraz z opisami pod adresem ciacha@g.pl, a tymczasem pora na tegorocznego lidera tabeli - Lecha Poznań.  

 

Rozpędzona poznańska lokomotywa zmierza prosto po Mistrzostwo Polski i choć do końca sezonu jeszcze kilkanaście kolejek i kilku innych pretendentów do tytułu, Kolejorz taranuje kolejnych rywali, zawsze pamiętając o dostarczeniu widzom odpowiedniej dawki emocji.  

 

Dlaczego naszym zdaniem Lech zasługuje na miano Najbardziej Ciachowej Drużyny Ekstraklasy?

 

1. Bo najdłużej bronił honoru polskiej piłki w Europejskich Pucharach. I to jak bronił! Redakcyjny zapas waleriany skończył się już w meczu z Austrią Wiedeń, podczas meczu z Nancy połowa z nas zemdlała, a druga połowa musiał sięgnąć po środki pierwszej pomocy. Pierwsze spotkanie z Udinese było lepsze od filmów Hitchcocka, drugie wycisnęło z nas więcej łez niż "Przeminęło z wiatrem".

 

2. Bo wydali własną płytę. Krążek "Muzyka z szatni" ukaże się już jutro, a na nim można usłyszeć ulubione utwory piłkarzy Lecha, wyselekcjonowane przez nich, specjalnie dla kibiców. Repertuar różnorodny, niestety nie wykonywany osobiście przez poznańskie ciacha. Gdyby tak było Brylantowe Ciacho niewątpliwie powędrowałby w ich ręce.

 

3. Bo grają widowiskowo i porywająco. Na meczach Lecha po prostu nie można się nudzić. Od kiedy dowodzi nimi Franciszek Smuda Lechici pokazują, że nie ma meczu, którego nie można wygrać, ale też, że nie ma takiej przewagi, której nie można roztrwonić. Grad bramek i gwałtowne zwroty akcji to stałe elementy thrillerów reżyserowanych przez trenera Smudę, a w roli superbohatera ostatniej akcji coraz częściej obsadzany jest nasz ulubieniec, Robert Lewandowski.

 

4. Bo spodenki Wasilewskiego to były spodenki lechowe!

 

5. Bo w jego składzie znajdują się ciacha, ciacha i jeszcze raz ciacha:

 

Ivan Turina - nie to, że byśmy były uprzedzone do chłopaków bez zębów na przedzie, po prostu Ivan wydaje nam się ładniejszym zmiennikiem Krzysztofa Kotorowskiego.

 

 

 

Jasmin Burić - ciacho, o którym wiemy tylko tyle, że jest ładne, ma słodkie kwiatowe imię i pochodzi z Bośni. Na razie czeka jeszcze na swój debiut w bramce Kolejorza, ale chętnie byśmy go zobaczyły w akcji.

 

 

Bartosz Bosacki - mało kto już o tym dzisiaj pamięta, ale powołany w ostatniej chwili Bartek, to strzelec naszych dwóch jedynych bramek na Mundialu w 2006 roku.

 

 

 

Ivan Djurdjevic - to jemu zawdzięczamy awans Lecha do 1/16  Pucharu UEFA i został już za to na naszych łamach doceniony. W ogóle Ivan lubi strzelać w Pucharach bramki na wagę awansu - w październiku 2008 jego gol w spotkaniu z Odrą Wodzisław zapewnił Lechowi udział W ćwierćfinale Pucharu Polski.

 

 

 

Grzegorz Wojtkowiak - jedyny Polak w wybranej przez Was Jedenastce Roku 2008, a to do czegoś zobowiązuje. Wielbiciel czarnego rapu, włoskiego spaghetti i Diego Maradony. Świetnie skacze, a jak już skacze może skończyć się to taką bramką.

 

 

 

Manuel Arboleda - mężczyzna, który nie wstydzi się łez - co nas niezmiernie wzrusza, oraz mężczyzna, który docenia to, co zrobili dla niego inni, co z kolei doceniamy my.

 

 

Tomasz Bandrowski - okazuje się, że z przystojnym (ściślej mówiąc megaprzystojnym) pomocnikiem mamy wiele wspólnego: zamiłowanie do Juventusu Turyn, Seana Conery'ego i łososia ze szpinakiem. Do jego ulubionych miejsc należy poznański Stary Browar, więc chyba wiemy, gdzie od dziś będziecie robić zakupy.

 

 

 

Jakub Wilk - jak zobowiązuje go do tego nazwisko słynie z waleczności i zaciętości. Na polecenie trenera Smudy zaczął częściej  odwiedzać siłownię i już nie możemy się doczekać, aż ujrzymy rezultaty. Kiedyś razem z nim po boisku biegał jeszcze Zając (Marcin Zając) tworząc najbardziej animalistyczno - ciachowy duet Ekstraklasy. Teraz Zając gra w Ruchu Chorzów, a Wilk broni wiernie honoru poznańskich koziołków.

 

 

 

Sławomir Peszko - ciacho niedawno stracone. 17 stycznia wziął ślub i teraz możemy podziwiać go wyłącznie w aspekcie sportowym, czego nie omieszkamy uczynić. Kolejny wielbiciel Juventusu w ekipie Kolejorza, może kiedyś zobaczymy go u boku Amauriego?

 

 

Semir Stilić - gwiazda z Bośni, z gwiazdami wytatuowanymi na łokciach. Był już naszym Ciachem Dnia i mało brakowało, a zwinąłby go nam sprzed nosa sam Arsene Wenger. Semir zostaje jednak w Poznaniu, ku utrapieniu innych ligowych piłkarzy i radości poznańskich kibicek.

 

 

 

Dmitrije Injac - skromny, spokojny i nieśmiały, płynnie mówiący po polsku i jakże uroczy.

 

 

 

Robert Lewandowski - my wiemy o nim (prawie) wszystko, Wy już chyba też, zatem w tym miejscu wystarczy tylko napisać, iż absolutnie Roberta uwielbiamy zarówno gdy występuję w niebieskiej koszulce, jak i biało - czerwonej.

 

Na zakończenie tego festiwalu ciach - trener Franciszek Smuda. Nie jest wprawdzie ciachem sensu stricte, ale wie jak się z ciachami obchodzić, aby rozkwitały pod jego czujnym okiem. Reżyseruje wspaniałe piłkarskie widowiska, a na pomeczowych konferencjach usiłuje zdetronizować błyskotliwością samego Jose Mourinho. No cóż, oboje mają szczęście do niebieskich drużyn.

 

 

 

rybka