Pożegnanie ciach w gradzie bramek - czyli wtorek z Liga Mistrzów

Czarny wtorek dla jednych, cudowny wtorek dla drugich. Żegnamy Raula, Casillasa i Amauriego, witamy (a raczej wielbimy) Torresa, Gerrarda i Podolskiego. Wielka radość, wielka rozpacz i dużo, dużo, dużo bramek - tak wyglądał wtorek z Ligą Mistrzów.

 

 

Kiedy piszemy, że dużo, to mamy na myśli, że naprawdę dużo - 19 w 4 meczach, co daje nieco mniej niż 5 bramek na spotkanie. Działo się szczególnie w Monachium, gdzie Bayern bezlitośnie zmasakrował upokorzony wcześniej Sporting 7:1. Nas cieszą szczególnie dwa trafienia Poldiego, które (jak i wszystkie inne) możecie sobie zobaczyć tutaj.

 

Słowo "masakra" przychodzi też na myśl w kontekście meczu Liverpoolu z Realem. Festiwal strzelecki zapoczątkował nie kto inny, jak Fernando Torres i mimo bohaterskich interwencji Casillasa, rozpędzonych "The Reds" nie udało się powstrzymać, a zaaplikowane "Królewskim" cztery bramki wydają się być łagodnym wymiarem kary.

 

Nie udało się też powstrzymać zagłady Juventusu, który bronił się dzielnie, ale na własnym boisku zdołał jedynie zremisować z Chelsea 2:2. Nie pomogło wejście uroczego, młodziutkiego kieszonkowego przystojniaka Giovinco, nie pomógł karny strzelony przez Del Piero ani piękny gol Iaquinty. Strzał Essiena w końcówce pierwszej połowy, strzał Drogby w końcówce drugiej i było - jak mawiają dozorcy - pozamiatane.

 

Cóż, od początku wiadomo było, że ktoś musi odpaść by awansować mógł ktoś, ale co mają począć biedne Ciacha, gdy naprzeciw siebie stają Torres i Raul, Casillas i Gerard, Drogba i Amauri, Lampard i Del Piero? Jedynym słusznym wyjściem wydaje się usiąść i zapłakać. Płakać z rozpaczy nad odpadającym Realem, Sportingiem i Juve i z radości nad triumfującymi Liverpoolem, Bayernem i Chelsea.Łezkę należałoby też uronić nad losem Jakuba Wawrzyniaka, który spektakularnie przetransferował się do Panathinaikosu tylko po to, by sprokurować karnego w pierwszym meczu i odpaść w drugim.

 

Dziś odpadania ciach ciąg dalszy i strasznie nam już smutno, bo znów stajemy przed dylematem, że albo Totti albo Fabregas, albo Ronaldo albo Mourinho, albo Aguerro albo Lisandro Lopez. Roma będzie próbowała wykorzystać magię Stadio Olimpico do obrony honoru włoskiej piłki, a Zlatan Ibrahimović udowodnić swoją wyższość nad Cristiano Ronaldo.

 

FC Porto zmierzy się też w gorącym południowym pojedynku z Atletico Madryt, a my obiecujemy sobie z tej okazji wiele emocji. Emocje zagoszczą też na Camp Nou, gdzie Barca będzie podejmować Olympique Lyon, ale przewidujemy, że raczej nie okaże się zbyt gościnna. Czy Messi i spółka powrócili już do kosmicznej formy sprzed kilku tygodni? I które ciacha będziemy opłakiwać dzisiaj wieczorem?

 

rybka