Jak Boruc się z żoną rozstawał

No właśnie: jak? Wydaje się bowiem, że wersji zdarzeń jest co najmniej kilka, a tabloidy nie potrafią ustalić jednego prawdziwego scenariusza tego dramatu.

 

 

Pytanie jest dla nas o tyle ważne, że jako prawdziwe kobiety, w dużej mierze wiedzione porywami serca i intuicją, a jednocześnie sport kochające ponad życie, czułybyśmy się o wiele lepiej kibicując Arturowi z czystym sumieniem. Bez palącego poczucia winy wobec byłej, brutalnie porzuconej żony bramkarza, Kasi, i małoletniego synka, Alexa, który teraz będzie zmuszony wychowywać się bez ojca. Nasze wybuchy radości po udanych paradach Holy Goliego byłyby bardziej spontaniczne i potężniejsze, gdybyśmy wiedziały, że Boruc zapewnił swojej pozostawionej na pastwę losu rodzinie wystarczające środki do życia i choć materialna rekompensatę za swoją nieobecność (Alex) i dezercję (Kasia).

 

Tym samym pocieszają nas dzisiejsze doniesienia tabloidów, które, choć niespójne pod wieloma względami, w jednym punkcie są zgodne: Boruc zadba i to zadba porządnie o eksmałżonkę i synka. Jak mówi SuperExpress, nasz wielki bramkarz, nakazem sądu, zostawi Kasi (juz chyba nie) Boruc 10 milionów złotych i warszawską posiadłość. Fakt natomiast insynuuje, że pomiędzy małżonkami zawarta została ugoda, w myśl której pieniądze będą wprawdzie mniejsze, za to relacje pomiędzy rozwodnikami - lepsze.

 

Jak by nie było, wygląda na to, że rodzina Boruca jest zabezpieczona. I nie mówimy o tej nowej, którą Artur tworzy teraz w Szkocji z dziewczyną z "Idola" i jej córką. Łączymy się w żalu z Kasią, teraz prawdopodobnie znów Modrzewską - w imieniu wszystkich porzuconych kobiet zachęcamy też do zastania kasą na prawo i lewo, a Boruc niech płaci. Stać go na to: 160 tys. złotych tygodniowo starczy chyba na obie kobiety, a być może i na większy harem.

 

 olalla