Wojtek Szczęsny znowu kontuzjowany

Czyli najbardziej nieSzczęsny polski sportowiec.

 

 

Gdyby pech nie opuszczał np. Sławomira Peszko nie czułybyśmy się szczególnie zaskoczone (mimo całej sympatii dla zawodnika Lecha) - nazwisko przecież zobowiązuje. Kiedy jednak pech prześladuje Szczęsnego, nie tylko pęka nam serce z powodu nieszczęść dotykających jednego z najlepiej zapowiadających się polskich piłkarzy (a do tego wyrastającego na niezłe ciaszko), ale i nie przestajemy przeklinać wyjątkowo szyderczego w tym przypadku losu.

 

Niby nie od dziś wiadomo, że jeśli coś ma iść źle to na pewno pójdzie źle, ale w przypadku bramkarza Arsenalu możemy pokusić się nawet o drobną parafrazę owego słynnego prawa - jeśli coś ma iść źle - pójdzie jeszcze gorzej. I idzie - najpierw, w połowie listopada, podczas treningu na siłowni, sztanga wypadła Szczęsnemu z dłoni i przygniatając go, złamała mu obie ręce. Kontuzja wykluczyła go z ćwiczeń na trzy miesiące, ale, jak wiadomo, młode ciało szybko się goi i Wojtek właśnie wznowił treningi. Tyle, że nie na długo - kilka dni temu złamał palec, tym razem u nogi. Znowu więc czeka go przynajmniej kilkutygodniowa przerwa w treningach.

 

Cóż, Łukasz Fabiański może odetchnąć z ulgą - konkurencja wyeliminowała się sama. My jednak nie przestajemy drżeć o Wojtka. Czy to bowiem londyńskie powietrze tak mu nie służy (tu akurat nie byłby wyjątkiem), czy raczej tamtejsza kuchnia? Niestety, nie wiemy. Prosimy jednak na siebie uważać.

 

bint