Bezkrólewie w Warszawie, wielki powrót Franka i ostre strzelanie w Bełchatowie, czyli podsumowanie 18. kolejki Ekstraklasy

Zapach wiosny podrażnił nasze nozdrza, przy czym "podrażnił" jest tu bardzo odpowiednim słowem. Pierwsza prawdziwie wiosenna kolejka Ekstraklasy obfitowała bowiem zarówno w rozczarowania, jak i emocje. Pierwsze koty za płoty, a my już nie możemy się doczekać następnych.

 

 

Ekstraklasa Ciach, cz. 18 Pierwsze koty za płoty. Pierwsza prawdziwie wiosenna kolejka Ekstraklasy obfitowała bowiem zarówno w rozczarowania, jak i emocje. Zapach wiosny podrażnił nasze nozdrza, przy czym "podrażnił" jest tu bardzo odpowiednim słowem. Pierwsza prawdziwie wiosenna kolejka Ekstraklasy obfitowała bowiem zarówno w rozczarowania, jak i emocje. Pierwsze koty za płoty, a my już nie możemy się doczekać następnych. Do rozczarowań zaliczamy derby Warszawy zakończone bezbramkowym remisem, za to obfitujące w krew, pot, łzy, fatalne kiksy, desperackie interwencje, wszędobylskie łokcie i jedną czerwoną kartkę. Na Śląsku było już - mimo tylko jednej bramki więcej - o wiele lepiej. Co prawda bez kontuzjowanego ciacha Zająca, ale za to z walką, emocjami i zaciętością godną tak ważnego meczu. Szczególnych powodów do radości dostarczył nam mecz w Białymstoku, gdzie Jagiellonia pokonała Arkę Gdynia 3:0. Nie to, że mamy coś przeciwko Arce, ale widok Tomasza Frankowskiego strzelającego takie bramki sprawia, że czujemy się o klika lat młodsze, świat nabiera różowych barw, a serce rośnie patrząc na powrót Łowcy Bramek. Na szczęście wszędzie tam, gdzie pojawia się Kapitan Planeta Lech Poznań można liczyć na ostre strzelanie. Tak było też w Bełchatowie, gdzie Franciszek Smuda wyreżyserował swój klasyczny thriller: atak, pościg, emocje sięgające zenitu na pięć minut przed końcem i śmiertelny cios w ostatnim momencie. Efekt? Kolejorz umacnia się na pozycji lidera a ścigający go rywale tracą punkty. A specjalnym ciachem kolejki zostaje... nie, nie cudownie odzyskany Tomasz Frankowski, nie piękny strzelec tej pięknej bramki, Robert Lewandowski, ale... Piotr Świerczewski z ŁKSu za... nieszablonowe przygotowania do sezonu. Świerszczu trenował bowiem z dziennikarzami i z dziewczynami, a w skład treningów wchodziły m. in. tańce towarzyskie.

Do rozczarowań zaliczamy derby Warszawy zakończone bezbramkowym remisem, za to obfitujące w krew, pot, łzy, fatalne kiksy, desperackie interwencje, wszędobylskie łokcie i jedną czerwoną kartkę. W stolicy nadal bezkrólewie, więc szybko opuszczamy ten nieprzyjazny delikatnym niewiastom teren i przenosimy się na Śląsk.

 

Na Śląsku było już - mimo tylko jednej bramki więcej - o wiele lepiej. Co prawda bez kontuzjowanego ciacha Zająca, ale za to z walką, emocjami i zaciętością godną tak ważnego meczu. Jedynego gola zdobył nowy nabytek Zabrzan Adam Banaś i to walczący o utrzymanie Górnik będzie panował na Śląsku przez następne pół roku.

 

Szczególnych powodów do radości dostarczył nam mecz w Białymstoku, gdzie Jagiellonia pokonała Arkę Gdynia 3:0. Nie to, że mamy coś przeciwko Arce, ale widok Tomasza Frankowskiego strzelającego takie bramki sprawia, że czujemy się o klika lat młodsze, świat nabiera różowych barw, a serce rośnie patrząc na powrót Łowcy Bramek.

 

Mimo tych optymistycznych akcentów pragniemy zauważyć, iż do niedzielnego popołudnia stan goli na kolejkę wynosił skromne dziesięć, co pozwalało domniemywać, że panowie piłkarze jedną nogą pogrążeni są jeszcze w zimowym letargu. Na szczęście wszędzie tam, gdzie pojawia się Kapitan Planeta Lech Poznań można liczyć na ostre strzelanie . Tak było też w Bełchatowie, gdzie Franciszek Smuda wyreżyserował swój klasyczny thriller: atak, pościg, emocje sięgające zenitu na pięć minut przed końcem i śmiertelny cios w ostatnim momencie.

 

Efekt? Kolejorz umacnia się na pozycji lidera a ścigający go rywale tracą punkty, czyżby więc poznańska lokomotywa wyjeżdżała na ostatnią prostą wyścigu o Mistrzostwo Polski?

 

A specjalnym ciachem kolejki zostaje... nie, nie cudownie odzyskany Tomasz Frankowski, nie piękny strzelec tej pięknej bramki, Robert Lewandowski, ale... Piotr Świerczewski z ŁKSu za... nieszablonowe przygotowania do sezonu(...i zmuszenie nas do tylu trzykropków).Świerszczu trenował bowiem z dziennikarzami i z dziewczynami, a w skład treningów wchodziły m. in. tańce towarzyskie. Tylko przyklasnąć takim przygotowaniom, a wszystkich jeszcze nieprzygotowanych piłkarzy zapraszamy do naszej redakcji - w końcu jesteśmy dziewczynami i dziennikarzami w jednym.  

 

 

rybka