Lech - Udinese: 2:2

I, wierzcie nam, jest się z czego cieszyć.

 

 

Niby nie ma powodów do optymizmu, ale do ostatnich minut przegrywaliśmy 0:2, by podnieść się z kolan. Inna sprawa, że to poznaniacy byli chyba w spotkaniu lepsi, a po prostu zbrakło im szczęścia. Tyle słupków i poprzeczek w jednym meczu nie widziałyśmy już lata całe. Z drugiej strony, coś nam mówi, że ktoś tam polskiemu zespołowi na górze sprzyjał, kiedy arbiter spalonego uznawał. Od jednoznacznych osądów wyroków fortuny więc się powstrzymujemy.

 

Nie rwiemy sobie włosów z głowy, z radości pod sufit również nie skaczemy. Czekamy w ciszy i pokorze na drugi mecz w przyszłym tygodniu. Oby szczęśliwszy dla lechitów niż ten dzisiejszy, przysypany śniegiem i pokryty lodem.

 

olalla