Sprawa dla policji: Drogba kłóci się ze sprzątaczką

Oczywiście, o pieniądze. Czy bogaczom naprawdę tak ciężko jest wyskrobać parę groszy na odkurzanie?

 

 

Nic dziś nie przesądzamy, bo jak to w takich sytuacjach, nigdy nie wiadomo, kto mówi prawdę a kto blefuje. Z niesmakiem zawsze jednak przyglądamy się starciom pomiędzy tak zwanymi "zwykłymi ludźmi" (tudzież maluczkimi) a multimilionerami z angielskich boisk, którzy do tego znani są ze sporej arogancji.

 

Dlatego też nie do końca bezstronnie podchodzimy do sprawy Didiera Drogby i pani sprzątającej, która pracowała dla zawodnika Chelsea. Kiedy bowiem nazajutrz po złożeniu wypowiedzenia kobieta pojawiła się w posiadłości pochodzącego z Wybrzeża Kości Słoniowej piłkarza,odmówiono jej wypłacenia zaległej pensji. Partnerka "Drogbacyta", jak pieszczotliwie nazywa się Didiera na Wyspach, Lalla Diakite oznajmiła byłej pracownicy, że należne jej pieniądze wyśle pocztą (kwota rzędu 400 funtów to zapewne nie przelewki dla zarabiającego ponad 100 tys. funtów tygodniowo sportowca). Zdeterminowana sprzątaczka nie pozwoliła się jednak zbyć, wiedząc, że rodzina DD nie ma nawet jej adresu, i postanowiła okupować willę Drogby, dopóki nie dostanie wynagrodzenia za swą ciężką pracę. Skończyło się na wezwaniu policji przez Diakite, która jednak po przyjeździe przedstawicieli prawa wystawiła czek na żądaną przez "nachodźcę" sumę.

 

Czy naprawdę trzeba było doprowadzać do takich ceregieli? I dlaczego jakoś nieszczególnie się dziwimy, ze podobne sceny miały miejsce właśnie w Drogbowej posiadłości? Arogancja to wprawdzie nie skąpstwo, ale złe cechy chyba chodzą parami.

 

olalla