Kiedy mężczyzna płacze

Czyli Rogerio Ceni, zdruzgotany swoim błędem, zrzuca rękawice i...szlocha.

 

 

Kiedy mężczyzna płacze Rogerio Ceni, zdruzgotany swoim błędem, zrzuca rękawice i... szlocha. Po błędzie popełnionym w meczu z Bragantiną Rogerio Ceni tak długo nie mógł się pozbierać, że sędzia wstrzymał grę, a sanitariusze podali mu środki uspokajające Cóż, mężczyzna też człowiek i prawo do chwil słabości także ma. Tyle że to, co zobaczyłyśmy podczas meczu Sao Paulo z Bragantiną, przeszło nasze wyobrażenia - chociaż po tym, co pokazał Cassano, spodziewać powinnyśmy się wszystkiego. Otóż, Rogerio Ceni, bramkarz drużyny Sao Paulo, popełnił koszmarny błąd - zbyt lekko wybił piłkę, a ta, wprost z jego dłoni, wpadła do siatki. Błąd jak błąd - zdarza się nawet najlepszym. Tyle że Rogeriem wstrząsnęło to tak bardzo, że biedak długo nie mógł się pozbierać. Ba, trzeba było - przynajmniej na chwilę - wstrzymać grę z tego powodu. Najpierw bowiem golkiper nie chciał oddać piłki, później zaś zdjął rękawice i zszedł poza linię boczną boiska, gdzie sanitariusze udzielili mu niezbędnej (!) pomocy. Jakiej? Trudno ocenić, podejrzewamy jednak, że podano mu jakieś środki uspokajające. Pozostaje nam cieszyć się jedynie, że Artur Boruc nie urządza podobnych scen po swoich, ostatnio regularnie powtarzających się, błędach. Gdyby bowiem po każdej puszczonej przez niego "szmacie" trzeba było przerywać mecz i udzielać mu pomocy medycznej, to Celtic miałby poważne problemy z rozegraniem któregokolwiek ze spotkań. Z dwojga złego wolimy więc bramkarza zadziornego, nawet narwanego, nawet zdradliwie podstępnego, byle tylko nie nazbyt wrażliwego. Bądź co bądź sport to zabawa dla twardych chłopców.

Cóż, mężczyzna też człowiek i prawo do chwil słabości także ma. Tyle że to, co zobaczyłyśmy podczas meczu Sao Paulo z Bragantiną, przeszło nasze wyobrażenia  - chociaż po tym, co pokazał Cassano, spodziewać powinnyśmy się wszystkiego.

 

Otóż, Rogerio Ceni, bramkarz drużyny Sao Paulo, popełnił koszmarny błąd - zbyt lekko wybił piłkę, a ta, wprost z jego dłoni, wpadła do siatki. Błąd jak błąd - zdarza się nawet najlepszym. Tyle, że Rogeriem wstrząsnęło to tak bardzo, że biedak długo nie mógł się pozbierać. Ba, trzeba było - przynajmniej na chwilę - wstrzymać grę z tego powodu. Najpierw bowiem golkiper nie chciał oddać piłki, później zaś zdjął rękawice i zszedł poza linię boczną boiska, gdzie sanitariusze udzielili mu niezbędnej (!) pomocy. Jakiej? Trudno ocenić, podejrzewamy jednak, że podano mu jakieś środki uspakajające.

 

 

 

 

Pozostaje nam cieszyć się jedynie, że Artur Boruc nie urządza podobnych scen po swoich, ostatnio regularnie powtarzających się, błędach. Gdyby bowiem po każdej puszczonej przez niego "szmacie" trzeba było przerywać mecz i udzielać mu pomocy medycznej, to Celtic) miałby poważne problemy z rozegraniem któregokolwiek ze spotkań.

 

Z dwojga złego wolimy więc bramkarza nawet zadziornego, nawet narwanego, nawet zdradliwie podstępnego, byle tylko nie nazbyt wrażliwego. Bądź co bądź sport to zabawa dla twardych chłopców.

 

bint