"Szalony Mnich" rozrabia

Czyli dlaczego niektórzy boją się Grzegorza Szamotulskiego.

 

 

Musimy przyznać, że do bramkarzy mamy wyjątkowe szczęście - na żadnej innej pozycji nie mamy tak dobrych zawodników. Problem jednak w tym, że nasi bramkarze to także wyjątkowo niegrzeczni chłopcy. Co wyprawia Boruc, nikomu raczej przypominać nie trzeba. Co wyprawia nasz były reprezentant, Grzegorz Szamotulski, dowiadujemy się z brytyjskich bulwarówek.

 

Kiedy Boruc nie gra - wariuje. Niestety, z Szamotulskim sytuacja jest podobna (zaczynamy podejrzewać nawet, że to już jakaś polska przypadłość). Otóż (i tak już) "Szalony Mnich" dostał kilka dni wolnego od swojego klubu Hibernian. Jak na prawdziwego polskiego patriotę przystało, Szamotulski zamierzał ten czas spędzić w Ojczyźnie. Tyle że podróż nieco mu się wydłużyła, gdyż zanim jeszcze dotarł na lotnisko upił się tak bardzo, że obsługa nie wpuściła go do samolotu. Pracownicy tłumaczyli później dziennikarzom szkockiego "The Sun", że bramkarz ledwo trzymał się na nogach.

 

"Szalony Mnich" miał jednak nieco inne wytłumaczenie dla tej sytuacji. "Czasem ludzie się mnie boją, bo jestem dużym facetem z ogoloną głową. Do tego z Polski. Dla niektórych więc wyglądam niebezpiecznie, ale przecież nie zrobiłem nic złego".

 

Cóż, my jesteśmy innego zdania co do kwalifikacji czynu, ale w jednym nie możemy nie zgodzić się z Grzegorzem - duży, łysy facet, zataczający się na lotnisku nie wzbudziłby nawet naszego zaufania.

 

bint