Sport.pl

Zimowe podsumowania ciachowe: 4 powody dla których zawody w Japonii nie są fajne

Plus jedna mała przyczyna, dla której czasem jednak bywają.

 

 

Słabe zawody w Japonii Skoki w Sapporo dla europejskiego widza nie bywają przyjemne. Po pierwsze, pora emisji nie sprzyja pasjonowaniu się skokami. Po drugie, czołówka skoczków na ogół odpuszcza sobie rywalizację na tych zawodach. Japonia ma to do siebie, że kiedy w kraju tym kwitną wiśnie, u nas zwijają one swoje pęki w mrokach nocy. Metafora kiepska, tym bardziej że w zimie z tymi wiśniami to coś nie bardzo, ale wiadomo, o co chodzi - pora rozgrywania zawodów Pucharu Świata w Sapporo, według czasu polskiego, do pasjonowania się skokami narciarskimi raczej nie skłania. Do niczego nie skłania. Kiedy już jednak człowiek wstanie o barbarzyńskich godzinach, by mimo wszystko się nimi pasjonować (my będziemy ostro utrzymywać, że wstałyśmy), zastaje go śnieżący telewizor. A gdy po chwili oprzytomnienia zdaję sobie sprawę, że to nie telewizor śnieży, a Sapporo i klops - zawody odwołane (tak jak to miało miejsce w drugim dniu rywalizacji), sytuacja wcale się nie polepsza. Konkursy w Japonii nie są fajne też z tego powodu, że często czołówka, a przynajmniej sporo jej część, odpuszcza sobie rywalizację na krańcach świata. Tak uczynił choćby Adam Małysz, przez co nie było nam dane zweryfikować, na ile forma polskiego skoczka rośnie, choć niektóre znaki na polskim niebie i ziemi wskazują, że, owszem, rośnie. W jego ślady poszedł i do Sapporo nie przyjechał chociażby Martin Schmitt. I w końcu, kiedy niewyspane nazajutrz oglądamy w akcji Marcina Lijewskiego i całą naszą wspaniałą obrązowioną drużynę, nachodzi nas refleksja nad tym, co do zaoferowania mają nam skoki narciarskie. I nie jest to refleksja wesoła.

1. Japonia ma to do siebie, że kiedy w kraju tym kwitną wiśnie, u nas zwijają one  swoje pęki w mrokach nocy. Metafora słaba, tym bardziej że w zimie z tymi wiśniami to coś nie bardzo, ale wiadomo o co chodzi- pora rozgrywania zawodów Pucharu Świata w Sapporo, według czasu polskiego, do pasjonowania się skokami narciarskimi raczej nie skłania. Do niczego nie skłania.

 

2. Kiedy już jednak człowiek wstanie o barbarzyńskich godzinach, by mimo wszystko się nimi pasjonować (my będziemy ostro utrzymywać, że wstałyśmy), zastaje go śnieżący telewizor. A gdy po chwili oprzytomnienia zdaję sobie sprawę, że to nie telewizor śnieży, a Sapporo i klops - zawody odwołane  (tak jak to miało miejsce w drugim dniu rywalizacji), sytuacja wcale się nie polepsza.

 

3. Konkursy w Japonii nie są fajne też z tego powodu, że często czołówka, a przynajmniej sporo jej część, odpuszcza sobie rywalizację na krańcach świata. Tak uczynił choćby Adam Małysz, przez co nie było nam dane zweryfikować na ile forma polskiego skoczka rośnie, choć niektóre znaki na polskim niebie i ziemi wskazują, że, owszem, rośnie. W jego ślady poszedł i do Sapporo nie przyjechał chociażby Martin Schmitt, co nas - jego dawne fanki wyciągające teraz z szaf potargane plakaty z niemiecką gwiazdą z czasów, kiedy skakał jeszcze Sven Hannawald (jego plakaty nigdy nie zniknęły z naszych ścian)- zasmuciło.

 

4. I w końcu, kiedy niewyspane nazajutrz oglądamy w akcji Marcina Lijewskiego i całą naszą wspaniałą obrązowioną drużynę, nachodzi nas refleksja nad tym, co do zaoferowania mają nam skoki narciarskie. I nie jest to refleksja wesoła.

 

5. A wtedy całe szczęście przypominamy sobie o jedynym powodzie, dla którego konkursy w Sapporo i skoki w ogóle mogą być fajne, czyli o składzie podium sobotniego konkursu:

 

 

 

No i oddajmy również Stefanowi Buli Huli co Stefana Huli, bo w końcu chłopak zajął 10.ski jumping miejsce. Ale i tak nie lubimy Japonii. 
 

 

 

Więcej o: