Safin mówi - uwaga: mogą polać się łzy

Marat Safin walczył z Rogerem Federerem jak lew. Najlepiej jak na chwilę obecną potrafi. Wiele nie mógł, ale słowa, jakie Rosjanin wypowiedział po meczu na konferencji prasowej po raz kolejny zmiękczyły nasze serca. Marat! Czy to naprawdę już koniec?

 

 

Zdajemy sobie doskonale sprawę, że być może losy Rosjanina nas trochę zaślepiają. Zgadzamy się, że kiedy akurat gra Safin, cały świat się nie liczy. I może też dwa teksty poświęcone Maratowi to przesada, ale przecież innej okazji mieć już może nie będziemy?

 



Wybieramy naszym zdaniem najciekawsze i najbardziej wzruszające momenty. Mamy też nadzieję, że choć to ostatni sezon naszego ulubieńca w zawodowych rozgrywkach, da nam jeszcze choć odrobinę radości.

 



A teraz krótka rzecz o historii, długiej, barwnej, nie pozbawionej wzlotów i upadków. Historii Marata Safina po prostu.

 



- Nie lubię tej części, kiedy trzeba powiedzieć do widzenia - zaczął swoją rozmowę z dziennikarzami Marat - To akurat przykra część tej historii. Pożegnania nie są dla mnie. Wolałbym wyjechać stąd z uśmiechem na ustach, po rozegraniu dobrego meczu. Nie dałem jednak rady zrobić więcej, niż tylko te trzy sety - stwierdził z żalem mistrz Australian Open z roku 2005.

 



Dalej jednak nastrój Safina był już lepszy a słowa, jakimi opisał Rogera Federera, były naprawdę wielkie. - Przegrałem, ale prawdopodobnie pokonał mnie jeden z najlepszych tenisistów w historii tenisa - komplementował Szwajcara - Mam nadzieję, że kiedyś będę mógł opowiedzieć moim dzieciom o tym meczu, i wszystkich poprzednich... I mam wrażenie, że będzie to naprawdę ciekawa historia. Roger jest najbardziej wszechstronnym tenisistą, jakiego znam. Znajduje się, gdzieś obok Agassiego i Samprasa - to na pewno. Ale nie mogę powiedzieć, że kiedykolwiek czułem się w tym gronie dyskonfortowo - stwierdził Rosjanin a my możemy tylko tym słowom przyklasnąć. Dla nas Marat to tenisista prawie takiego samego formatu, co panowie przed chwilą przez niego wymienieni.

 



I dwa słowa o samej Australii: - Miałem tu swoje wzloty i upadki. Jednego roku rozczarowanie a potem dobry rok. Finał z Federerem, potem półfinał, kiedy go pokonałem. Zwycięstwo nad Hewittem i wreszcie tytuł. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że grałem tutaj naprawdę świetny tenis.  Mam same pozytywne emocje. Poza tym Melbourne to cudowne miasto, mili ludzie. Zawsze cieszyłem się na myśl przyjazdu do Australii, rok po roku - od lat. Niestety, wszystko się kiedyś kończy i jeśli chodzi o mnie to ta sytuacja już się nie powtórzy. Gram w tenisa od lat, potrzebuję zmian. Chciałbym zając się czymś innym w życiu. Jestem na to gotów.

 



A teraz drogie czytelniczki wyciągajcie chusteczki: To była wspaniała podróż, ale dobiegła końca...

 



zaraz zaczniemy płakać, a Wy?

 

hannah

Więcej o: