Ana Ivanović rzuciła Fernando Verdasco!

Czyli Fernando Verdasco po tym jak został odrzucony przez Serbkę, znowu jest wolny! I na pewno czeka aż ktoś go pocieszy, bo w takich chwilach, niezależnie czy się jest gwiazdą, czy nie każdy czuje się samotny. A kogoś takiego jak Fernando same chętnie byśmy pocieszyły...

 

 

Na razie po Hiszpanie nie widać, żeby przeżywał jakiś życiowy dramat i jakoś specjalnie cierpiał z powodu zerwania. Przeciwnie, do Australii przyjechał pełen optymizmu i jak na razie pomyślnie przebrnął 1. rundę wielkoszlemowego Australian Open (w przeciwieństwie do pewnej pani, nad której porażką ubolewamy od samego rana). Wygrał z  pomimo tego, że na trybunach już nie ściskała za nim kciuków ulubienica męskiej części publiczności - Ana Ivanović.

 

 

Jak donoszą dobrze poinformowani Serbka zostawiła na bruku naszego drogiego Fernando na początku tego roku, podczas turnieju w Brisbane. Nie domyśliłyśmy się, jak się rzeczy mają, bo specjalnie po żadnym z nich nie było tego widać. Jedyne, co powinno dać nam do zrozumienia, to szybki wyjazd serbskiej piękności z wspomnianego już Brisbane. Ivanović odpadła w ćwierćfinale, ale nie została, aby oglądać w akcji swojego ukochanego (teraz jak wiemy swojego już ekschłopaka).

 

 

Cóż nam w tej sytuacji pozostaje powiedzieć? Nie cieszymy się z czyjegoś nieszczęścia, ale skłamałybyśmy mówiąc, że będziemy z tego powodu gorzko płakać. Verdasco znowu jest singlem i ta wiadomość zupełnie nam wystarcza.

 

 

I kto by pomyślał jeszcze parę tygodni temu , że to się tak skończy...