Nie tylko Ronaldo miał wczoraj wypadek!

Podobny, chociaż nominalnie, incydent miał wczoraj miejsce w Dubaju, a wziął w nim udział jeden z gwiazdorów Bayern Monachium, któremu także, na szczęście, nic się nie stało. I tu pojawiają się różnice: Ribery prowadził klubowy autobus a nie Ferrari, a szkody były znikome, a  wszystko to w ramach dowcipu. Szkoda, że nieudanego.

 

 

Do zajścia doszło wczoraj, kiedy to Ribery, pragnąc delikatnie umilić kolegom smutny czas w Emiratach (smutny, bo Bawarczycy zostali totalnie przyćmieni przez AC Milan), zabrał ich na przejażdżkę wokół hotelu. Nie udało mu się jednak wykonać perfekcyjnego zakrętu i przy pierwszej okazji, skosił dwa stojące nieopodal znaki drogowe, a także nie wyrobił na zakręcie, trochę zahaczając o pobliski murek.

 

Nie ma jednak co robić wielkiej paniki - ani Franckowi, ani żadnemu innemu siedzącemu w pojeździe piłkarzowi Bayernu   nie stała się najmniejsza krzywda, a wybryk wesołka Ribery'ego został potraktowany z dużą pobłażliwością. Dobrze więc, że Klinsmann i reszta zespołu sa tolerancyjni i mają spore poczucie humoru.

 

My dziwimy się niefrasobliwości Francuza, który przecież powinien z bawarskim autobusem, a przede wszystkim jego zawartością, obchodzić się jak z jajkiem. Niechby coś się stało Schweiniemu czy Toniemu, niektóre z nas mogłyby nie darować!