Ułańska fantazja w Londynie, czyli Chelsea znowu świętuje

Na dzisiaj mamy dla Was dwie cenne prawdy życiowe: po pierwsze - ułani nie mają monopolu na fantazję, a po drugie - prawdziwego piłkarza poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale po tym jak kończy (a raczej, o której kończy). Odkrywcze te wnioski zawdzięczamy piłkarzom londyńskiej Chelsea, którzy w miniony weekend postanowili z należną pompą pożegnać swojego kolegę Wayna Bridge'a, odchodzącego do Manchesteru City.

 

 

Przy okazji chłopcy "świętowali" też remis z trzecioligowym Southend United w Pucharze Anglii (co do którego koledzy z Po Bandzie ukuli już własną niecną teorię). Zabawie przewodził - no jakże by inaczej - sam kapitan, John Terry, tym razem bez blondynek, za to w asyście małżonki Toni.  Również Frank Lampard nie był pozostawiony samopas, czuwała nad nim bowiem jego narzeczona Elen.

 

Zabawa zaczęła się w modnej restauracji "Zuma" na londyńskim West Endzie - słusznie, wszak nie od dziś wiadomo, że przed popijawą należy się solidnie posilić. Goście nie szczędzili byłemu "Niebieskiemu", a przyszłemu "Citizenowi" Bridge'owi uszczypliwości na temat niechlubnej porażki City 0:3 z Nottingham Forrest w Pucharze Anglii.

 

Następnie towarzystwo przeniosło się do klubu o wymownej nazwie "Whisky Mist", gdzie hulanki i swawole trwały do 4. nad ranem. To wydało się jednak zbyt mało imponującym wyczynem dla Johna i Wayna, panowie postanowili więc spróbować szczęścia w pobliskim kasynie. Naoczny świadek stwierdził, że "ich stolik zastawiony był ogromnymi butelkami z szampanem i wódką, a Terry okropnie tańczył w rytm tandetnych piosenek Britney Spears" (a konkretnie w rytm tej). Swoją drogą dobrze, że Johnowi pasowała muzyka i nie skończyło się tak jak w przypadku -same wiecie kogo- .

 

Główny sprawca zdarzenia, czyli Wayne Bridge (na zdjęciu głównym), jest pierwszym nabytkiem szejków z City w tym okienku transferowym. 28-letni obrońca kosztował Manchester City 12,6 mln funtów. Brytyjskie media spekulują, iż w nowym zespole Wayne stanie się najlepiej zarabiającym obrońcą świata. Cóż, w takim razie było co oblewać i domyślamy się już, kto za to wszystko zapłacił.

 

rybka