Ciacha roku 2008 - część druga

Czylikontynuacja tego, o kim pisałyśmy najczęściej i dlaczego. Dziś zajmujemy się miesiącami poeurowymi - czyli głównie (acz nie tylko) igrzyskowymi. To był piękny rok.

 

 

7. Lipiec

Możemy powiedzieć, że to sezon ogórkowy, można też udawać, że to po prostu odpoczynek po Euro. Faktem jest, że niełatwo było nam wyłonić lipcowego mistera, choć i tak łatwiej nam to przyszło niż pisanie w tym feralnym okresie. Ostatecznie, zdecydowałyśmy się na Rafaela Nadala jako zwycięzcę Wimbledonu (i za wszelkie inne zasługi również - ileż to już razy Hiszpan gościł w naszych skromnych progach!), ale miałyśmy też innych kluczowych aktorów w tym akcie: Steven Gerrard skończył studia, zawodnicy Tottenham Hotspur, półnadzy, postanowili radośnie powbiegać do i powybiegać z wody, Francesco Totti przypomniał, jaki potrafi być czarujący i jakie wrażenie robi na kobietach, doszłyście do wniosku, że najseksowniejszym trenerem na Euro był Slaven Bilić, Leo Messi pokazał się w bieliźnie, Nelsinho Piquet zapisał sie na kartach historii F1 niebywałą urodą swoim pierwszym zwycięstwem,a Cristiano Ronaldo - alleluja! - wreszcie rzucił znienawidzoną przez wszystkich Nereidę. Ale zwyciezca lipca może być tylko jeden.

 

  

 

8.Sierpień

 

Niepostrzeżenie nadszedł sierpień, a z nim Igrzyska Olimpijskie w Pekinie i tryumfy naszego niepodważalnego Ciacha Miesiąca - człowieka-ryby, ośmiokrotnie złotego Michaela Phelpsa, posiadacza najwspanialszych pleców na planecie. To w uznaniu mięśni i zasług Phelpsika ominęłyśmy innych panów, co nie znaczy, że nie doceniamy osiągnięć polskich medalistów, emocji, których dostarczyły nam występy S&S (siakarzy i szczypiornistów), rangi zdobytych przez Real i Inter superpucharów, doskonałej stylizacji tenisistów w unikatowym kalendarzu, zwycięstwa Wiślaków nad pewnym klubem z Katalonii, czy też faktu, że Cristiano Ronaldo został uznany przez gejów ikoną stylu. Amerykański pływak po prostu pobił wszystkich na głowę.

 

 

9. Wrzesień

 

Po pekińskich doznaniach znów nadeszło chwilowe uspokojenie, a jesienni panowie odnosili sukcesy nieco mniej spektakularne. Nie zmienia to faktu, że Sebastian Vettel wygrał swój pierwszy wyścig w Formule 1, a jego koledzy z Mc Larena sfotografowali się topless, Fernando Alonso zjawił się w stolicy Polski, Rafael Nadal pokazał ponętne swe pośladki, Xavi i Villa odebrali swoje złote buty za Euro, a Messi i Torres (nareszcie) skrócili włosy. Jednak patronem września wybieramy Jensona Buttona, którego nasze kochane Czytelniczki wybrały na największe ciacho z bolidów. Bo temu panu to się po prostu należy - za twarz.

 

  

 

10. Październik

 

Październik (jak i nastepny miesiąc) zapamiętamy jako czas wygranych meczów Lecha i to właśnie graczy Kolejorza postanowiłyśmy uhonorować zaszczytnym tytułem październikowych herosów. Ta bramka Murawskiego będzie jednym z tych momentów, które zapamiętamy do końca życia. Lepiej nawet być może - ale niekoniecznie - niż 2. miejsce Kubicy w GP Japonii, polskich streakerów, sobowtóra Cristiano Ronaldo, bezkonkurencyjny duet Silva-Villa w plebiscycie na kieszonkowych przystojniaków, pewien fantastyczny męski zespół w różu, brzuszek Robinho i 400. mecz wygrany przez Marata. Nie śadziłyśmy, że kiedyś powiemy, że jest jednak coś ponad Safina. 

 

  

 

11. Listopad

 

Za oknem smutno i szaro, ale na Ciachach, jak zwykle, różowo i seksownie. Choć to Lewisa Hamiltona, mistrza F1 2008, kreujemy na przodowniika sportu w listopadzie, to nie obyło sie i bez innych atrakcji: David Beckham użyczył twarzy okładce magazynu GQ, a zęby Ikera Casillasa zostały wreszcie formalnie docenione; tenisiści pokazali się z jak najlepszej  strony przy okazji Masters Cup; Adam Wójcik, wieeelki koszykarz, znów pokazał się publicznie; Ibrahimović po raz kolejny okazał się najlepszym szwedzkim piłkarzem; Hiszpanie zbiorowo zdobyli Puchar Davisa, a chłopcy z Liverpoolu zaprezentowali swoje językowe talenty. No i C-Ronny, wiecznie obecny w zestawieniu, ze swoją setną bramką dla ManU. Po raz kolejny ubolewamy, że zwycięzca może być tylko jeden.

 

  

 

12. Grudzień 

 

To, co się działo w tym miesiącu, pamiętacie zapewne najlepiej. Marco Borriello dołączył do grona pojedynczych, Xabi Alonso został okrzyknięty darem niebios, a Tomasz Sikora odniósł kilka biatlonowych sukcesów. "Czerwone Diabły" szalały w Japonii, okazało się, że szczypiorniści Vive Kielce to całkiem fajne chłopaki, a cudny i świeży Yoann Gourcuff rozebrał się do rosołu na murawie. Freddie Ljungberga, ku naszej najwyższej uciesze, uznałyście za najseksowniejszego singla, Eduardo wrócił do gry, koszykarze Energa Czarni Słupsk wylądowali na kartkach kalendarza. Ale i tak królował filantrop ze Złotą Piłką, Cristiano Ronaldo. Chcąc nie chcąc, to był jego rok na Ciachach.

 

  

 

 

 olalla