Sport.pl

Trener też ciacho - Eric Cantona

Na święta mamy dla Was coś specjalnego.  Absolutny rarytas. Nie ciacho, ale cały tort w jednej, niepowtarzalnej osobie. Kto to jest? Ubrany na czerwono, z brodą i dostarcza niezapomnianych wrażeń? Św. Mikołaj? Nie, to Eric Cantona. Żywa Legenda, piłkarz jedyny w swoim rodzaju, wielbiciel poezji Rimbauda, aktor filmowy i reżyser, postrach kibiców Crystal Palace, jedyny Francuz kochany przez Anglików i... trener reprezentacji Francji w piłce plażowej.

 

 

Eric Cantona O życiu i twórczości "King Erica" nie ma się co zbyt wiele rozpisywać. Eric Cantona po zakończeniu swej kariery piłkarskiej imał się aktorstwa, ale po latach ostatecznie został trenerem reprezentacji Francji w piłce plażowej Kontrowersje i skandale towarzyszyły mu przez całą karierę. Wybuchowy, niepokorny, jak nie sfaulował kogoś brutalnie, to pobił się z kolegą z drużyny, jak nie z kolegą, to zaatakował sędziego, jak nie sędziego to... kibica. Jego podniesiony kołnierz i dumna sylwetka przemierzająca boisko stały się ikoną Manchesteru pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Z klubem tym zdobył cztery tytuły mistrza Anglii, dwukrotnie puchar i kilka innych trofeów drużynowych. Jego przyjście tchnęło nowego ducha w klub z Old Trafford i doprowadziło do zdobycia pierwszego po 26 latach tytułu mistrzowskiego. Eric nie tylko strzelił dla Czerwonych Diabłów 82 gole w 185 meczach, ale też zadbał o to, aby gwiazda ManU świeciła długo po jego odejściu. "Wychował" wielu świetnych zawodników: Giggsa, Beckhama, Scholesa. Został wybrany najlepszym piłkarzem w historii Premiership. Co zadziwiające, mimo swoich oszałamiających osiągnięć w klubie, Cantona nie odniósł nigdy sukcesów z drużyną narodową Francji. Co więcej podczas Euro 2004 i Mundialu 2006 przyznał się do kibicowania Anglii, a nie Tricolores. Z Manchesteru odszedł u szczytu kariery, w wieku zalewie 30 lat, pozostawiając zrozpaczonych kibiców, by poświęcić się aktorstwu, występowaniu w reklamach i piłce plażowej. Objęcie przez niego posady selekcjonera reprezentacji Francji w piłce plażowej bardzo nas cieszy, bo dzięki temu możemy zamieścić go w naszej trenerskiej Hall of Fame. A że czego się dotknie zamienia w złoto, to nie dziw, że Cantona wywalczył już z plażowymi "Les Bleues" mistrzostwo świata w 2005 roku i zajął trzecie miejsce na mistrzostwach w 2007 roku.

O życiu i twórczości "King Erica" nie ma się co zbyt wiele rozpisywać - to postać dobrze znana wszystkim fanom i fankom futbolu. Rok 1966 na trwałe zapisał się w historii Anglii nie tylko z powodu wygranych mistrzostw świata, ale także dlatego, że król Eryk przyszedł wtedy na świat. Kontrowersje i skandale towarzyszyły mu przez całą karierę. Wybuchowy, niepokorny, jak nie sfaulował kogoś brutalnie, to pobił się z kolegą z drużyny, jak nie z kolegą, to zaatakował sędziego, jak nie sędziego to... kibica.

 

 

 

 

Jego podniesiony kołnierz i dumna sylwetka przemierzająca boisko stały się ikoną Manchesteru pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Z klubem tym zdobył cztery tytuły mistrza Anglii, dwukrotnie puchar i kilka innych trofeów drużynowych. Jego przyjście tchnęło nowego ducha w klub z Old Trafford i doprowadziło do zdobycia pierwszego po 26 latach tytułu mistrzowskiego. Eric nie tylko strzelił dla Czerwonych Diabłów 82  gole w 185  meczach, ale też zadbał o to, aby gwiazda ManU świeciła długo po jego odejściu. "Wychował" wielu świetnych zawodników: Giggsa, Beckhama, Scholesa. Został wybrany najlepszym piłkarzem w historii Premiership. Co zadziwiające, mimo swoich oszałamiających osiągnięć w klubie, Cantona nie odniósł nigdy sukcesów z drużyną narodową Francji. Co więcej podczas Euro 2004 i Mundialu 2006 przyznał się do kibicowania Anglii, a nie Tricolores. Z Manchesteru odszedł u szczytu kariery, w wieku zalewie 30 lat, pozostawiając zrozpaczonych kibiców, by poświęcić się aktorstwu:

 

 

 

 

występowaniu w reklamach:

 

 



 

i piłce plażowej.

 

Objęcie przez niego posady selekcjonera reprezentacji Francji w piłce plażowej bardzo nas cieszy, bo dzięki temu możemy zamieścić go w naszej trenerskiej Hall of Fame (choć w naszym przypadku jet to raczej Hall of Beauty, lub Hall of Cookies). A że czego się dotknie zamienia w złoto, to nie dziw, że Cantona wywalczył już z plażowymi "Les Bleues" mistrzostwo świata w 2005 roku i zajął trzecie miejsce na mistrzostwach w 2007 roku.

 

  Zabrzmimy pewnie zgredowato mówiąc, że dziś nie ma już takich piłkarzy jak Cantona - dlatego zamiast tego powiemy, że na Święta życzymy Wam i sobie więcej takich legend.

 

rybka

 

 

Więcej o: