Wyznania skrzywdzonego ciacha, czyli Marco Boriello i niedobra kobieta

Ostatnio opisywałyśmy Wam miłosne perypetie przystojnego jak diabli gracza AC Milan i jego równie uroczej partnerki (święta idą, więc poprzestaniemy na tym epitecie). Nieśmiało świętowałyśmy nawet powrót Marco na rynek towarzysko - matrymonialny, wyglądało bowiem na to, że jego kłótnia z argentyńską modelką i celebrytką to coś naprawdę poważnego. Jak zwykle miałyśmy rację - między Marco i Belen wszystko skończone, a my przedstawiamy Wam wzruszające wyznania smutnego, lecz patrzącego z optymizmem w przyszłość Włocha. Och, gdybyśmy tylko mogły go jakoś pocieszyć...

 

 

W jednym z ostatnich wywiadów Borriello dał jednak upust swoim żalom. Po pierwsze - zdradził, że nie jest wylewnym typem i przez trzy miesiące cierpiał w skrytości ducha. W końcu jednak postanowił przemówić i opisać historię swoich niedoli. Zła wiadomość: on ciągle ją kocha. Dobra: na pewno do siebie nie wrócą.

 

Marco miło wspomina spędzone z Belen cudowne lata, ale niezgodność charakterów i sprzeczność interesów nie pozwoliła im dalej kontynuować związku. I nie chodzi bynajmniej o rzekome romanse argentyńskiej piękności - Marco wierzy bowiem w jej wersję zdarzeń - ale o sposób w jaki Belen miała "pogrywać" tymi plotkami, cokolwiek to znaczy.

 

Marco miał dość życia pod ostrzałem fleszy paparazzich i brukowej prasy, i jako tradycyjny neapolitańczyk - mimo gorącej namiętności jaką żywił do Rodriguez - nie widział w niej matki swoich dzieci. Teraz szczęścia szuka w "prawdziwych emocjach", na które, według niego, składają się: zielona trawa pod korkami na San Siro, ryk kibiców z tysięcy gardeł, zdobywanie goli i... spocone koszulki. Hmm, coś nam się wydaje, że znalazłybyśmy wspólny język z włoskim napastnikiem. Dla chwilowo rozczarowanego  miłosnymi uniesieniami Marco AC Milan jest teraz priorytetem i drugą rodziną. Z szacunkiem wypowiada się o kolegach z drużyny i nie może doczekać się aby sprawdzić czy David Beckham naprawdę nosi majtki od Armaniego i co w nich naprawdę ma (my też nie możemy się doczekać, żeby sprawdził i nam powiedział).

 

Borriello jest także bardzo wdzięczny kolegom z drużyny, że nigdy nie wyciągali jego historii na wierzch, nawet w żartach. Nasi koledzy z po bandzie powinni więc teraz się zarumienić i zawstydzić. Marco zdradza również, jaka powinna być kobieta jego marzeń - uwaga, uwaga! Na pewno nie powinna rozdawać buziaków na dyskotece na prawo i lewo (spełniacie to kryterium?), ani chodzić na kolację z innym, żeby wzbudzić zazdrość (da się chyba zrobić, co?). Borriello podkreśla, iż jest tylko zwykłym piłkarzem, który potrzebuje spokoju, a od wybranki oczekuje, że będzie respektowała jego pracę, nie szukając rozgłosu na siłę.

 

Strasznie nas te jego wyznania wzruszają, i aż chcemy wsiadać w pierwszy samolot do Mediolanu by jakoś podnieść na duchu biedne, skrzywdzone, i wreszcie wolne (hurrrrra!!!!!) ciacho.

 

rybka