Sport.pl

Manchester na świątecznym party, czyli Kiedy dobra zabawa szkodzi...

Są takie dni, i pewne jesteśmy, że piłkarze Manchesteru United doskonale się o tym przekonali, kiedy o czwartej nad ranem opuszczali londyński klub ?Movida?, kiedy człowiek budzi się rano i wie, że wydarzenia dnia minionego nie powinny mieć miejsca. A alkohol jest największym złem tego świata!

 

 

Przyjęcie w ?Movidzie? miało być dla piłkarzy Fergusona jednym z tych tradycyjnych świąteczno-wigilijnych spotkań, jakie w drugiej połowie grudnia odbywają się niemal w każdym miejscu pracy. Radosna atmosfera udziela się wszystkim i pracownikom i pracodawcom, i dlatego nawet cała ekipa ?Czerwonych Diabłów? w takich wyjątkowych chwilach usiąść może przy jednym stole ze swoimi odwiecznymi wrogami - tego akurat dnia kolegami - z Arsenalu.

 

 

 


 

 

 

Problemy w tym, kiedy biesiada się przeciąga a miła atmosfera trwa za długo. Zwłaszcza, kiedy następnego dnia lecieć trzeba np. do dalekiej Japonii, żeby mimo wszystko, trochę na ten ciężki kawałek chleba zarobić. A zatem, nie wiemy, w jakim nastroju obudzili się następnego poranka ?Kanonierzey? reprezentowani na świątecznym przyjęciu przez Emmanuela Adebayora i Williama Gallasa, ale doskonale widzimy, jak czuli się chłopcy z United. Delikatnie rzecz ujmując: chyba kiepsko.

 

 

 


 

 

 

Zwłaszcza, Wayne Rooney (co nas jednak za bardzo nie zaskakuje, bo nie od dziś wiadomo, że Ronny lubi się zdrowo zabawić) oraz Cristiano Ronaldo, zwykle otoczony wianuszkiem wielbicielek i z oczywistych względów na poważne sączenie trunków z kumplami nie mający czasu. Tym razem jednak czasu było aż nad to a chłopcy - jak widać, długo życzyli sobie wszystkiego dobrego i rozstać się nie mogli.

 

 


 



Ale co my będziemy pisać. Wystarczy przecież spojrzeć...Wstydźcie się chłopaki.

 

hannah

Więcej o: