Z cyklu: Ciacho po polsku - Tomasz Jodłowiec

Nasz dzisiejszy bohater jest przedstawicielem niezwykle rzadkiego i niezmiernie wartościowego gatunku. Oficjalnie postulujemy objęcie tego gatunku ochroną prawną. Jest on bowiem w naszym mniemaniu cenniejszy niż szarotka alpejska. Wolny piłkarz - prawie oksymoron, biały kruk, rzadszy niż żubr w polskich lasach. Jednym z nielicznych zachowanych przedstawicieli tego gatunku jest Tomasz Jodłowiec - obrońca warszawskiej Polonii.

 

 

Ma 23 lata, metr dziewięćdziesiąt wzrostu i waży 87 kilogramów. Karierę rozpoczynał w rodzinnej Koszarawie Żywiec, po drodze do Grodziska zatrzymał się w Łodzi (Widzew i ŁKS) i Bielsko - Białej (Podbeskidzie i SMS). Kiedy latem tego roku cały Groclin przeniósł się do Warszawy - również Tomasz znalazł się sam w wielkim mieście. Z rozbrajającą szczerością wyznaje, że w Warszawie ma nadzieję nie tylko na sławę i pieniądze, ale także na znalezienie... fajnej dziewczyny. Lubi ostrą jazdę - jeździ nowym Audi A5, raz nawet zatrzymała go policja, skończyło się jednak tylko na ostrzeżeniu. Widocznie nawet policjanci nie potrafią się oprzeć urokowi Tomasza.

 

Na boisku jest twardy i nieustępliwy. Efekty: połamany nos i... stracony ząb po uderzeniu szczęką w głowę Tomasza Moskały. Huk było podobno słychać na ławce rezerwowych. Co zrobił nasz bohater? Zagrał cały mecz do końca! Te z Was, które już się przeraziły wizją chłopaka bez zęba na przedzie uspokajamy - zaraz po meczu ząb udało się wstawić na właściwe miejsce i Tomek dalej czaruje uśmiechem.

 

Pochodzi z Żywca i jak na górala przystało lubi chodzić po górach. Też byśmy się chętnie wspięły z nim na jakiś szczyt (górski oczywiście). Mistrz ping - ponga szczebla powiatowego, amator pływania. Znamy też jego adres: ulica Konwiktorska, Warszawa, apartament z widokiem na trybuny. Chociaż niewiele brakowało, a byłby zameldowany w Neapolu, w apartamencie z widokiem na Wezuwiusza. Przed sezonem ofertę nie do odrzucenia złożyło mu SSC Napoli. Do spektakularnego transferu jednak nie doszło. Dlaczego? Wersja jego agenta: Tomasz nasłuchał się o obozach pracy i bał się włoskiej mafii. Konkretnie tego, że zostanie uśpiony i porwany.  Wersja rodzinna: jego mama ma problemy ze zdrowiem i syn nie chciał jej zostawiać samej w Polsce. Bardzo to słodkie i wzruszające i my się tej wersji trzymamy. Wersja Tomka: nie śpieszył się z wyjazdem, bo chce jeszcze nacieszyć sobą oczy polskich fanek. No dobra, tak naprawdę chce jeszcze pograć w polskiej lidze, nabrać doświadczenia i umiejętności.

 

I bardzo dobrze, pochwalamy, Jodła to obecnie jeden z najlepszych obrońców naszej Ekstraklasy. Dostrzegł to także trener Beenhakker powołując go na sierpniową konsultację kadry we Wronkach. Reprezentacyjny debiut zaliczył w tym wspaniałym meczu.

 


Na razie jego największą miłością wydaje się być warszawska Polonia, ale do dzieła Drogie Czytelniczki, do dzieła!

 

bint