Z cyklu: Ciacha po polsku - Łukasz Fabiański

Ostatnio prezentowałyśmy Wam sylwetkę ciachowego napastnika, dziś więc przenosimy się na drugą stronę boiska - pod bramkę, tym razem tę obstawianą przez Łukasza Fabiańskiego.

 

 

 

 

Łukasz Fabiański Z cyklu "Ciacha po polsku" W przypadku Łukasza Fabiańskiego określenie "ciacho" jest wyjątkowo adekwatne, nasz młody bramkarz to bowiem sama słodycz. Nie dość, że śliczny, to utalentowany W przypadku Łukasza określenie "ciacho" jest wyjątkowo adekwatne, nasz młody bramkarz to bowiem sama słodycz. Nie dość, że śliczny (ta grzywka, te oczy), utalentowany, pracowity i ambitny, to jeszcze na dodatek skromny i dobrze wychowany. Złote dziecko słynnej piłkarskiej szkoły z Szamotuł, dorastał w Słubicach, gdzie poznał swoją dziewczynę - Anię (notujemy drogie czytelniczki, notujemy: pierwsze koty za płoty były w liceum, a ona nie zwracała na niego uwagi). Jego pierwszym klubem w ekstraklasie był poznański Lech, jednak prawdziwą karierę zrobił w Legii, gdzie zastąpił Artura Boruca. Do najbardziej udanych może zaliczyć sezon 2005/06, kiedy to walnie przyczynił się do zdobycia przez Legię mistrzostwa Polski. Gdyby nie był piłkarzem, to może zostałby koszykarzem, sam bowiem mówi o sobie, że jest "białym Michaelem Jordanem". Słucha rapu i hip - hopu. Pseudonim operacyjny "Bambi" (bo płakał na tym filmie - wzruszające). Podobno nie przepada za gotowaniem - no cóż, nikt nie jest doskonały, a Łukaszowi wybaczałybyśmy nawet za słoną zupę i przypalone mleko. Od ubiegłego sezonu jest zawodnikiem londyńskiego Arsenalu, tej wylęgarni młodych, zdolnych i przystojnych. Szkoda tylko, że większość czasu spędza jeszcze na ławce rezerwowych. Ostatnio jednak nadszedł Ten Dzień (fanfary) i Fabian zadebiutował w Lidze Mistrzów. Spisał się wzorowo, zachował czyste konto i strasznie mocno ściskamy kciuki, żeby zagościł na stałe między słupkami bramki Kanonierów. Dobra wiadomość jest też taka, że Fabian ma jeszcze dwóch braci i jest szansa, że są równie ciachowaci jak Łukasz. Chociaż sam Łukasz jest tylko jeden jedyny, niestety...

To, że Polska ma patent na bramkarzy, wiemy nie od dziś, nazwiska Tomaszewskeigo, Młynarczyka, Dudka, Kowalewskiego, Boruca, Kuszczaka, Szczęsnego i inne można by wymieniać do wieczora.  I w dodatku jakoś tak się miło dla nas składa, że ich talent idzie w parze z urodą, i to nieprzeciętną.

 

W przypadku Łukasza określenie "ciacho" jest wyjątkowo adekwatne, nasz młody bramkarz to bowiem sama słodycz. Nie dość, że śliczny (ta grzywka, te oczy), utalentowany, pracowity i ambitny, to jeszcze na dodatek skromny i dobrze wychowany.

 

Złote dziecko słynnej piłkarskiej szkoły z Szamotuł, dorastał w Słubicach, gdzie poznał swoją dziewczynę - Anię (notujemy drogie czytelniczki, notujemy: pierwsze koty za płoty były w liceum, a ona nie zwracała na niego uwagi). Jego pierwszym klubem w ekstraklasie był poznański Lech, jednak prawdziwą karierę zrobił w Legii, gdzie zastąpił Artura Boruca. Do najbardziej udanych może zaliczyć sezon 2005/06, kiedy to walnie przyczynił się do zdobycia przez Legię mistrzostwa Polski, między innymi takimi interwencjami:

 

 

 

 

Gdyby nie był piłkarzem, to byśmy bardzo płakały to może zostałby koszykarzem, sam bowiem mówi o sobie, że jest "białym Michaelem Jordanem". Słucha rapu i hip - hopu. Pseudonim operacyjny "Bambi" (bo płakał na tym filmie - wzruszające). Podobno nie przepada za gotowaniem - no cóż, nikt nie jest doskonały, a Łukaszowi wybaczałybyśmy nawet za słoną zupę i przypalone mleko. Dobra wiadomość jest też taka, że Fabian ma jeszcze dwóch braci i jest szansa, że są równie ciachowaci jak Łukasz. Chociaż sam Łukasz jest tylko jeden jedyny, niestety...

 

Od ubiegłego sezonu jest zawodnikiem londyńskiego Arsenalu, tej wylęgarni młodych, zdolnych i przystojnych. Szkoda tylko, że większość czasu spędza jeszcze na ławce rezerwowych. I chociaż Ciacha uwielbiają Hiszpanów, to ten farbowany Almunia jest wyjątkiem potwierdzającym regułę. Mógłby naprawdę poszukać sobie innego klubu, albo chociaż złamać nogę (odpukać), bo przecież nasz Łukasz o wiele lepiej by się prezentował w koszulce z numerem 1. A jeszcze lepiej - bez niej.

 

Wczoraj jednak nadszedł Ten Dzień (fanfary) i Fabian zadebiutował w Lidze Mistrzów. Spisał się wzorowo, zachował czyste konto i strasznie mocno ściskamy kciuki, żeby zagościł na stałe między słupkami bramki Kanonierów. Niestety, pojawiają się plotki, że owa bramka posłużyła trenerowi Wengerowi za okienko wystawowe. Chciałby on bowiem sprowadzić na Emirates Stadium Mickaela Landreau z francuskiego Paris Saint-Germain, a w zamian wypożyczyć paryżanom Łukasza. Zupełnie tego nie rozumiemy i w ogóle nam się to nie podoba, chcemy Łukasza w Arsenalu! Z drugiej strony, Paryż to piękne miasto, a gdyby Bambi został pierwszym bramkarzem PSG, to w stolicy Francji pojawiłby się nowy Łuk Triumfalny.

 

rybka