Marat Safin na emeryturze?

Ta wiadomość spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Najpierw długo ubolewałyśmy nad porażką Rosjanina w pierwszej rundzie turnieju w Paryżu z Juanem Monaco, a chwilę potem usłyszałyśmy słowa Marata brzmiące mniej więcej tak: "Chyba nie chce mi się dalej grać"... Prawda, że to szok? Dwukrotny mistrz wielkoszlemowy (z Nowego Jorku i Melbourne) twierdzi, że nie czuje już takiej radości z gry co kiedyś, wygrał tyle, ile chciał i w związku z tym nie ciąży na nim już żadna presja. Do tego życie poza tenisem jest takie kuszące... 

 

Chwila moment, Ciacha zdecydowanie wyrażają swój sprzeciw! 28 lat to jeszcze nie jest odpowiedni wiek na sportową emeryturę, porażka w pierwszej rundzie (w tym jeden set do zera, sic) jeszcze o niczym nie świadczy a przykład Andre Agassiego dobitnie dowodzi temu, że chcieć, to móc!

 

Dlatego apelujemy, Marat, zostaw swoją nową blond pannę - założymy się, że to ona odpowiedzialna jest za to całe zamieszanie i brak motywacji u naszego rosyjskiego mistrza, bierz się do roboty i nie opowiadaj głupot! Ciacha nie są jeszcze gotowe na takie pożegnanie, potrzebujemy czasu, więc nie życzymy sobie tego typu deklaracji. Zacznijmy od tego, że przede wszystkim Safin powinien dowiedzieć się, w czym tkwi problem jego porażek. Bo na razie wie jedynie tyle. - Kompletnie nie wiem, co się stało - żalił się na konferencji - Nie mogłem złapać swojego rytmu i grałem po prostu źle. Muszę teraz usiąść, zrelaksować się, pomyśleć i żyć, choć przez kilka miesięcy, bez tenisa. Jeżeli nadal będę chciał grać, to będę, jak nie, to nie.

 


Potem natomiast nie powinien tak bardzo się przejmować tym, że ostatnie tygodnie nie były dla niego najlepsze. - W całej karierze zmagam się z kontuzjami. Ale to trochę niezręczne być przez lata w czołowej ?10?, a teraz plasować się gdzieś w okolicach 30, 50, 70 miejsca na świecie. To nie przystoi.
Cieszymy się, że Marat jest świadom swoich ułomności. Ale w takich chwilach trzeba się wziąć w garść. Wierzymy, że będzie dobrze.