Lance Armstrong wraca do sportu - a co z jego libido?

Panie i Panowie, to już oficjalne. Jak na swojej stronie internetowej wypowiedział się sam wielki mistrz, nieustraszony bojownik (także z przeciwnościami losu i ciężką chorobą nowotworową) oraz największy Casanova wśród kolarzy, będzie powrót do profesjonalnej jazdy na rowerze. Lance ma pojawić się podobno w przyszłorocznym Tour de France, a także w Amgen Tour w Kalifornii, wyścigu Paryż-Nicea, Tour de Georgia oraz Dauphine-Libere. Z jednej strony, cieszy nas to, że wojowniczy Armstrong mimo 37 lat na karku i ciężkich życiowych doświadczeń nadal ma ochotę na jakieś bohaterskie zrywy. Z drugiej, sam Amerykański cyklista opowiadał ostatnio, że uprawianie kolarstwa pod pewnymi względami źle na niego wpływa.

 

 

Okazuje się bowiem, że zmęczenie i obniżony poziom testosteronu to niejedyne ujemne strony wysiłku wynikającego z wielogodzinnego pedałowania. Armstrong zauważył też w jednym z ostatnich wywiadów, że taki tryb życia negatywnie oddziałuje również na libido sportowców. - Jeśli jeździsz na rowerze pięć, sześć, siedem godzin na rowerze, nie możesz być bogiem seksu. Po prostu nim nie jesteś - wyjaśniał Lance. Co jednak najważniejsze, słynny kolarz od razu dodał z chytrym uśmieszkiem: - Nigdy jednak nie usłyszałem ani jednej skargi.

 

W to akurat nie wątpimy. Liczba kobiet, z którymi łączono przystojnego rowerzystę, jest doprawdy imponująca. Projektantka Tory Birch, aktorka Kate Hudson, Ashley Olsen (podobno też aktorka - do tego romansu Lance jednak się nie przyznaje) oraz Sheryl Crow to tylko niektóre z jego podbojów. I jakkolwiek by wewnątrz tych związków się nie układało - podobno rozstanie Crow i Armstronga nie przebiegało w najlepszej atmosferze - to żadna z byłych partnerek kolarza-legendy nie powiedziała nigdy złego słowa na temat jego potencji. I w ogóle złego słowa na Lance'a.

 

Niewiele czasu pozostało, zanim Armstrong na dobre wróci na trasę, postarajcie się więc dziewczyny, póki jeszcze ma wyższą...formę. Na podstawie obserwacji podpowiadamy, że większe szanse mają szczupłe, drobne blondynki o iście hollywoodzkich uśmiechach. Tak przynajmniej wyglądały ostatnie laski Lance'a.