Kolejne depesze z US Open - Djoković, Federer i... Gilles Muller wygrywają

Wczoraj postanowiłyśmy, jak zwykle niezwykle delikatnie, wybadać Wasze nastroje przy okazji odbywającego się właśnie na kortach Flushing Meadows turnieju. Zgodnie z przewidywaniami, na czele Waszych ulubieńców plasują się ci, co zawsze: Nole, R-Fed, Nadal (ach, ten wypasiony Rafa), Roddick, nie mówiąc już o Maracie, który jednak powoli ze sportowca zamienia się w tenisową maskotkę, która przed publicznością pojawia się dosłownie na moment, trochę poskacze i znika.

 

Na szczęście jednak, inne Wasze typy radzą sobie całkiem lub bardzo dobrze: wszyscy, prócz znanego, acz dość obłego Nikołaja Dawidienki ukażą się Waszym oczom w ćwierćfinałach. Pojawi się tam również - uwaga, uwaga - Luksemburczyk Gilles Muller - ten sam, o którym pisałyśmy wczoraj, że pamięta jeszcze prehistoryczne czasy Andre Agassiego.

 

 

Ze wczorajszych wydarzeń na amerykańskich kortach, oprócz niespodzianki w osobie Mullera (bo przecież kochamy niespodzianki, szczególnie te, które eliminują z dalszych rozgrywek łysych Rosjan), ucieszyła nas także bardzo Djokovicia zmiana stroju. Tym samym, Serb pretenduje do miana tenisistów najczęściej zmieniających garderobę i, co za tym idzie, posiadających największą szafę, pełną błyszczących spodenek i barwnych koszulek. Na plus, że tym razem było dużo lepiej niz kilka dni temu.

 

Podobała nam się również radość zwykle dość powściągliwego Federera. Nie ma dwóch zdań, ten facet ma w sobie coś absolutnie szlachetnego.