Liga Mistrzów: Arsenal, Liverpool i inni

Igrzyska się skończyły, a mimo że ciachowa miłość do olimpijskich popisów nie słabnie, to jednak z pustego i Salomon nie naleje. I prawdopodobnie trzeba byłoby ogłosić początek sezonu ogórkowego, gdyby nie ta jedyna, wspaniała i największa nasza miłość w rodzaju żeńskim: Liga Mistrzów. We wtorek wielka Barceloną przegrała z Wisłą Kraków i choć mistrzowie polski nie uniknęli sceptycznych uwag z naszej strony, to jednak niespodziewany tryumf krakowskiego zespołu przyniósł nam sporo radości. Wczoraj uczucie satysfakcji nie opadło, a wręcz umocniło się - a to dzięki wygranym drużyn-ciachowych pupilków, czyli Arsenalu i Liverpoolu.

 

 

Kanonierzy wygrali już swój drugi mecz w ramach LM w tym sezonie i bez większych problemów wyeliminowali z dalszych rozgrywek holenderską FC Twente, ekipę prowadzoną przez byłego szkoleniowca reprezentacji Anglii, a obecnie wroga publicznego numer jeden na Wyspach - Steve'a McClarena (nawet sobie nie wyobrażacie, jakie cięgi teraz zbiera za udawanie holenderskiego akcentu ten szkocki menadżer). W drużynie Wengera natomiast swoje fenomenalne umiejętności pokazał znów obiecujący Theo Walcott, który wypadł wczoraj wprost wyśmienicie, a występ przypieczętował zdobyciem jednej bramki. Oprócz niego, dla londyńczyków punktowali również Bendtner, Gallas i nowy nabytek Wengera, Francuz Samir Nasri. A zatem 40 dla Arsenalu, pa-pa, McClarenie.

 

Zwycięstwo Liverpoolu przyszło już zdecydowanie ciężej. Zapowiadany jako jeden z najlepiej zapowiadających się duetów: Robbie Keane-Fernando Torres na razie nie błyszczy. Podopieczni Rafaela Beniteza zremisowali w swoim pierwszym meczu z belgijskim Standard Liege i wczoraj mieli nóż na gardle. Z tym nożem biegali jednak aż do 119 minuty (niektórzy ewidentnie lubią sami sobie sprawiać ból), kiedy to w okolice belgijskiej bramki zstąpił anioł pod postacią Dirka Kuyta i wybawił liverpoolczyków z opresji, a przynajmniej od konieczności strzelania karnych. Już przyzwyczaiłyśmy się, że holenderskich sportowców z różnych względów należy darzyć najwyższą czcią, więc i tym razem specjalnie ciężko nam to nie przychodzi.

 

Z innych ciekawszych wyników: Fenerbahce Stambuł z Davidem Guizą pokonało Partizan Belgrad (2:1), Atletico Madryt z dzielnym Kunem Aguero i, między innymi, dzięki jednemu golowi jego autorstwa wyeliminowało z gry Schalke 04 (4:0), a we wtorek Sparta Praga przegrała (0:1) z Panathinaikosem Ateny z Arkadiuszem Malarzem w składzie i to właśnie grecka drużyna awansowała do dalszej fazy rozgrywek. Fajnie, bo akurat Malarza, jako jednego ze wspaniałego kwiatu polskich bramkarzy, chętnie pooglądamy częściej.

 

Pozostałe rezultaty:

 

BATE Borysów (Białoruś) - Lewski Sofia (Bułgaria) 1:1 - awans tych pierwszych

Olympique Marsylia (Francja) - Brann Bergen (Norwegia) 2:1 - awans tych pierwszych

FC Basel (Szwajcaria) - Vitoria Guimaraes (Portugalia) 2:1 - awans tych pierwszych

FBK Kowno (Litwa) - Aalborg BK (Dania) 0:2 - awans tych drugich

Steaua Bukareszt (Rumunia) - Galatasaray Stambuł (Turcja) 1:0 - awans tych pierwszych

Dynamo Kijów (Ukraina) - Spartak Moskwa (Rosja) 4:1 - awans tych pierwszych

Dynamo Zagrzeb (Chorwacja) - Szachtar Donieck (Ukraina) 1:3 - awans tych drugich

Slavia Praga (Czechy) - Fiorentina (Włochy) 0:0 - awans tych drugich

Olympiakos Pireus (Grecja) - Anorthosis Famagusta (Cypr) 1:0 - awans tych drugich