Marat Safin powrócił, czyli US Open czas zacząć

Marat powrócił i ku naszej wielkiej uciesze ponownie wygrał. Z kłopotami, bo z kłopotami, po pięciosetowym pojedynku, w którym Rosjanin przeżywał zarówno wzloty i upadki (dosłownie), w starym stylu kłócił się z sędziami o nieśmiertelne już pytanie: ?był foot fault czy nie? (dla mniej wtajemniczonych błąd stóp przy serwisie), udało mu się pokonać reprezentanta gospodarzy Vincent Spadea i awansować do II rundy.

 

 

Marat Safin powrócił Czyli US Open czas zacząć Z kłopotami, bo z kłopotami, po pięciosetowym pojedynku, w którym przeżywał zarówno wzloty i upadki, ale Maratowi Safinowi udało mu się pokonać Vincenta Spadea Marat powrócił i ku naszej wielkiej uciesze ponownie wygrał. Z kłopotami, bo z kłopotami, po pięciosetowym pojedynku, w którym Rosjanin przeżywał zarówno wzloty i upadki (dosłownie), w starym stylu kłócił się z sędziami o nieśmiertelne już pytanie: "był foot fault czy nie" (dla mniej wtajemniczonych błąd stóp przy serwisie), udało mu się pokonać reprezentanta gospodarzy Vincent Spadea i awansować do II rundy. Jednak niemal cała pomeczowa konferencja prasowa przebiegła pod hasłem "wpływ spornych sytuacji i wybuchowego charakteru Rosjanina na losy meczu". Nas rozbroiła ta wypowiedź.  - Hey guys, mam 28 lat, w tenisa gram przeszło 10, jestem dorosłym facetem, kocham tenis i na korcie nie chcę z nikim toczyć żadnych walk. Chcę po prostu dobrze się bawić a nie stwarzać problemy. To nie jest tak, że czuję, że moja kariera zmierza ku końcowi i przydałoby się jeszcze zarobić trochę kasy. To takie proste, wciąż chcę się cieszyć tym, co robię. Nie interesuje mnie walka z sędziami. I na koniec dodał jeszcze. - Wychodzę na kort, wygram czy przegram, chcę po prostu zwyczajnie wrócić do domu. To wszystko. A dyskusjami o błędach stóp i innych spornych sytuacjach nie mam zamiaru zawracać sobie głowy. Irytujące było to, że w trakcie meczu co pięć minut słyszałem doping dla Vinca i okrzyk "Come on!", ale i z tym trzeba sobie radzić - mówił już nieco bardziej rozluźniony Marat. Słów Safina i konferencji z jego udziałem Ciacha mogłyby słuchać godzinami. Nawet jak jest trochę zły i niemal ciska gromami. Wtedy również wygląda uroczo. Poza tym wiadomo, że jak mu przejdzie, to zaraz się do nas uroczo uśmiechnie. Tak gwoli formalności, podajemy jeszcze dokładny wynik meczu. Marat Safin (RUS) - Vincent Spadea (USA) 3:6, 6:2, 6:3, 4:6, 6:4 

Jednak niemal cała pomeczowa konferencja prasowa przebiegła pod hasłem "wpływ spornych sytuacji i wybuchowego charakteru Rosjanina na losy meczu". Nas rozbroiła ta wypowiedź.

 

- Hey guys, mam 28 lat, w tenisa gram przeszło 10, jestem dorosłym facetem, kocham tenis i na korcie nie chcę z nikim toczyć żadnych walk. Chcę po prostu dobrze się bawić a nie stwarzać problemy. To nie jest tak, że czuje, że moja kariera zmierza ku końcowi i przydałoby się jeszcze zarobić trochę kasy. To takie proste, wciąż chcę się cieszyć tym, co robię. Nie interesuje mnie walka z sędziami - i na koniec dodał jeszcze - Wychodzę na kort, wygram czy przegram, chcę po prostu zwyczajnie wrócić do domu. To wszystko. A dyskusjami o błędach stóp i innych spornych sytuacjach nie mam zamiaru zawracać sobie głowy. Irytujące było to, że w trakcie meczu co pięć minut słyszałem doping dla Vinca i okrzyk "Come on!", ale i z tym trzeba sobie radzić - mówił już nieco bardziej rozluźniony Marat.

 


Słów Safina i konferencji z jego udziałem Ciacha mogłyby słuchać godzinami. Nawet jak jest trochę zły i niemal ciska gromami. Wtedy również wygląda uroczo. Poza tym wiadomo, że jak mu przejdzie, to zaraz się do nas uroczo uśmiechnie. Tak jak tutaj:

 

 

Tak gwoli formalności, podajemy jeszcze dokładny wynik meczu, w tym przypadku to ważna sprawa.
Marat Safin (RUS) - Vincent Spadea (USA) 3:6, 6:2, 6:3, 4:6, 6:4

 

I na zakończenie, ciągle nie wiemy, która wersja Rosjanina bardziej nam odpowiada: ta z prawej czy z lewej strony?

 

Więcej o: