Siatkarze i szczypiorniści dziś triumfują - będą medale?

Ach, ci nasi (prawie) niezawodni S&S. Dziś znów to oni wlali w nasze niewieście serca nadzieję, ze z Pekinu jednak nie wyjedziemy tak zupełnie bez trofeów. Ci od piłki odbijanej zwyciężyli - silnych przecież, więc nie ma mowy o łatwiźnie - Serbów (3:1), ci od rzucanej z trudem, ale przecież liczy się tylko efekt końcowy, pokonali reprezentację Brazyli (28:25). To jest bez wątpienia Ciachowy Dzień Szczęścia.

 

 

Mamy nadzieję, że dobra passa Polaków w tych dwóch dyscyplinach będzie nadal trwać i przyniesie nam coś więcej niż tylko zawód w dalszych fazach rozgrywek. Gdyby nie chłopcy Wenty i Lozano już bowiem dawno strzeliłybyśmy sobie w łeb z rozpaczy, patrząc na wyniki innych olimpijczyków z naszego pięknego kraju.

 

Można zwalać to na karby niedoinwestowania sportu w Polsce, na brak kampanii aktywność fizyczną propagujących, na zgubną mentalność narodu, ale faktem jest, że nie pamiętamy igrzysk, na których nasze rezultaty były tak fatalne. Tym większa wdzięczność i uwielbienie wobec S&Sów - im się chce i jakoś potrafią przejść te zaporowe dla reprezentantów w innych dyscyplinach przeszkody.

 

Trzymamy kciuki za naszych w dalszej rywalizacji. I nawet jeśli potem nie będzie równie kolorowo - wybaczymy. Przynajmniej tutaj widać, że ktoś się stara, a nie opowiada dyrdymały, że wiek 27 lat to u sportowca już starość w pełni.