Luca Toni ma problemy z niemieckim

Nieznajomość języka niemieckiego przez Włocha Lukę Toniego i Francuza Francka Ribery'ego jest ostatnio bardzo szeroko komentowanym przez media tematem w kraju naszych sąsiadów. Panowie grają w Bayernie Monachium już od ośmiu miesięcy, jednak postępy, jakie poczynili w nauce miejscowej mowy, są znikome, żeby nie powiedzieć: żadne. Ostatnio wydało się, że Toni przez ten czas opanował "aż" jeden termin: Tor (czyli "gol"). Raczej skromny zasób słownictwa, naszym zdaniem.

 

 

Trener monachijskiej drużyny opowiedział kilka dni temu, jak to w jednym z ostatnich meczów zapytał Toniego, czy chce zejść z boiska, czy też pragnie grać dalej. Włoski napastnik odpowiedział na to po prostu: "Tor, Tor, Tor", co wprawdzie spotkało się ze zrozumieniem i uznaniem szkoleniowca, ale czego w żadnym wypadku nie można uznać za odpowiedź mądrą i wysublimowaną. Przypomina nam się automatycznie talent do upraszczania komunikacji, który jakiś czas temu zaprezentował Brazylijczyk Anderson z Manchester United.

 

A wracając do Toniego potyczek z językami obcymi: Włoch niedawno opowiedział również o tym, jak wyglądają lekcje niemieckiego, na które uczęszcza z Riberym i Argentyńczykiem Jose Ernesto Sosą. - To świetna zabawa, ponieważ lektor próbuje nam coś wytłumaczyć, a każdy z nas odpowiada na swój sposób. Ja z włoskim akcentem, Ribery z francuskim, a Sosa z argentyńskim. Dużo się śmiejemy, ale koniec końców niewiele się uczymy - mówił, nie wiedzieć czemu bardzo z siebie zadowolony, Toni.

 

Ech, ci piłkarze. Wszystko ujdzie im na sucho. Uczyć się nie muszą, bo i po co. Założymy się, że sztab tłumaczy nie pozwala beztroskiemu Luce ani na chwilę poczuć dotkliwych skutków bariery komunikacyjnej. Z drugiej strony, nie jest chyba zupełnie różowo, bo Toni poprosił menadżerów Bayernu o sprowadzenie do zespołu innego włoskiego piłkarza - żeby gwiazdor (oraz lider strzelców Bundesligi z 18 strzelonymi golami) miał z kim rozmawiać. Samotność jednak czasem może dokuczać nawet największym.