Płaczemy z Fabregasem, skaczemy z Gerrardem, czyli kilka fotek z Ligi Mistrzów (cz. 1)

To nie był łatwy mecz, tam nie mogło być prostych rozwiązań. Obie drużyny, jak wiecie, są niezwykle bliskie ciachowym sercom, obie maja w składzie zawodników, których nie wymieniłybyśmy na milion Ronaldo. A jednak jedna z nich musiała odpaść z dalszych rozgrywek o Puchar Ligi Mistrzów i wczoraj, niestety albo i na szczęście, był to Arsenal, który przegrał z Liverpoolem 2:4.

 

 

Nie da się ukryć zresztą, że spotkanie było niesamowite i ze wszech miar ekscytujące. Widać to choćby po gorączkowej relacji zczubaków. Było tam wszystko: i fenomenalny rajd Theo Walcotta przez całe niemal boisko, zakończony strzeleniem gola, i kontrowersyjny karny, i piękna bramka niezastąpionego Fernando Torresa (ten chłopak zaczyna punktować w każdym niemal meczu), i nowa - fatalna - fryzura Johna Riise (dla mało spostrzegawczych: zafarbowany na kanarkowo-żółty kolor czubek głowy). Jednym słowem: ciacha czują się spełnione i usatysfakcjonowane, choć gardła od różnego rodzaju odgłosów.

Tu najlepsze sceny z tego meczu:

 

 

 

 

Ach, oczywiście wczoraj grało też Chelsea z Fenerbahce (wynik 2:0), ale kto by się tym przejmował wobec atrakcyjności tego pierwszego spotkania. Wystarczy zaznaczyć, że jesteśmy naprawdę zadowolone z rezultatu osiągniętego przez The Blues, a Michael Essien ma świetne plecy. Ot i esencja.