Spotkania gigantów w Premier League

Święta, święta i po świętach, pora więc wracać do naszych obowiązków, a zatem skrzętnie donosimy Wam o nowościach w świecie Cristiano Ronaldo. I znów musimy pochwalić naszego naczelnego pyszałka, choć czynimy to z wielką niechęcią, tym bardziej, że portugalski piłkarz tym razem był sprawcą pogromu drużyny z Liverpoolu.

 

 

W niedzielnym spotkaniu Czerwonych Diabłów przeciwko zespołowi pod wodzą Stevena Gerrarda, które odbyło się na Old Trafford, niezawodny (jak ciężko przychodzi nam go komplementować) C-Ron zdobył jedną z trzech bramek dla swojej drużyny. Pozostałe gole padły po strzałach Naniego i Wesa Browna. Po stronie liverpoolczyków, niestety, nie zanotowano żadnej bramki, nie pomógł ani świetny - jak zwykle - Gerrard, ani pełna poświęcenia gra coraz dojrzalszego (od zeszłego tygodnia już 24-letniego) Fernando Torresa, ani tym bardziej nerwy i czerwona kartka dla Javeira Mascherano, dla którego po dziś dzień zagadką pozostają powody odesłania go z boiska. Tak czy inaczej, stało się tak , jak się stało, "The Reds" odnieśli porażkę, jednocześnie pozwalając Ronaldo na kolejny krok ku wzrastającemu samouwielbieniu. Szkoda.

 

W londyńskich derby natomiast o faworyta nie było już tak łatwo. Uważni czytelnicy Ciach wiedzą na pewno, że równie gorącym uczuciem darzymy Niebieskich i Kanonierów. Tym razem, górą byli ci pierwsi (2-1) za sprawą niezwykle w niedzielę skutecznego Didiera Drogby. I wyjątkowo mocno rozebranego Drogby (czyżby skończył mu się zapas wykupionych przez siebie koszulek?). Nie można więc było mieć powodów do narzekań, choć na widok smutnego Cesca łezka kręciła się w oku.

 

Samymi pojedynkami o takiej randze jesteśmy jednak zachwycone. Przykro się robi na myśl, że Wielkanoc zdarza się tylko raz do roku.