Sport.pl

Alex Curran z nową torbą

Każdy ma prawo popełnić błąd przy wyborze kreacji czy akcesoriów. A właściwie prawie każdy: WAGs, których jedynym zajęciem jest publiczne pokazywanie się i ubieranie w ciuchy, które media będą mogły następnie skomentować, takiego prawa nie maja lub mieć nie powinny. Niniejszym ślemy gromy na głowę Alex Curran, małżonki Stevena Gerrarda, która popełniła co najmniej kilka wpadek przy okazji swojego pojawienia się na ceremonii rozdania Brit Awards.

 

 

Główną krytykę należy wymierzyć chyba jednak w sukienkę Curran - choć ta kobieta, matka dwójki dzieci, ma rewelacyjną figurę i konsekwentnie to podkreśla, to dlaczego musi to robić przy użyciu takich środków jak mocno połyskliwe tkaniny, świecące detale i kiepskie wzory? I ta kolorystyka - naszym zdaniem, nietrafiony wybór na czerwony dywan.

 

Po drugie, mamy pewne zarzuty wobec fryzury Alex. Inspiracja Brigitte Bardot jest czytelna i zrozumiała, nie jesteśmy jednak zwolenniczkami przedziałków na środku głowy (szczególnie, jeśli ma się grzywkę). I znów wielki potencjał zmarnowany.

 

No i ta torebka. Za duża jak na ważne wyjście, bezkształtna, niepasująca do reszty, no i ten materiał. W pierwszej chwili miałyśmy wrażenie, że żona Gerrarda przyniosła ze sobą zakupione po drodze i szczelnie opakowane kurczaki z rożna. Dramat.

 

Na plus należy bez wątpienia policzyć świetlistą, promienną cerę i taki makijaż oraz fantastyczne buty. Na ich widok omal nie rozpłynęłyśmy się z zachwytu.

 

Suma sumarum: poniżej przeciętnej, niestety. I nie bądźcie oburzone tak surową krytyką - Alex prowadziła nawet w jednej z gazet swoją rubrykę na temat mody. Jako "specjalistka" nie powinna więc popełniać tego rodzaju grzeszków.

Więcej o: