Były gracz Chelsea mnichem

Grający w klubie ze Stamford Bridge w sezonie 2004/05 oraz w PSV Eindhoven w latach 2000-2004 Mateja Keżman ogłosił ostatnio, że chciałby wstąpić do klasztoru. Serb, obecnie zawodnik Ferenbahce SK, stwierdził, że teraz potrzebuje tyle czasu, ile tylko możliwe, aby móc spokojnie rozmyślać o Bogu. Spełnieniem tych wewnętrznych potrzeb miałoby być właśnie przyodzianie habitu mnicha

 

.

Były gracz Chelsea mnichem Uwielbia tatuaże, ale chce zostać mnichem Grający w klubie ze Stamford Bridge w sezonie 2004/05 oraz w PSV Eindhoven w latach 2000-04 Mateja Keżman ogłosił ostatnio, że chciałby wstąpić do klasztoru. Serb, obecnie zawodnik Ferenbahce SK, stwierdził, że teraz potrzebuje tyle czasu, ile tylko możliwe, aby móc spokojnie rozmyślać o Bogu. Spełnieniem tych wewnętrznych potrzeb miałoby być właśnie przyodzianie habitu mnicha. Jednocześnie Mateja przyznał, że ma olbrzymią i nieopanowaną słabość do tatuaży, co nie jest akurat godne pochwały w przypadku obrania takiej a nie innej ścieżki życia. Piłkarz ma jednak nadzieję, że z Bożą pomocą jego okrutna przywara zostanie wyeliminowana. Podobno zresztą jest dużo lepiej niż wcześniej. Nie chciałybyśmy ironizować w sprawie tak poważnej, jak poświęcenie się wierze i religii, ale czy to naprawdę możliwe, by znany piłkarz, który przez całe swoje życie biegał po boisku, kopał piłkę i był nazywany "Batmanem", nagle uspokoił się i wyciszył do tego stopnia, by resztę swoich dni spędzić w zamknięciu i na modlitwie? Jak podatny na uzależnienia człowiek, który najbardziej na świecie kocha rysunki na ciele i spędzanie czasu w taki sposób, może nagle zapomnieć o swoim nałogu? No i, przede wszystkim, co go do tak drastycznego kroku popchnęło? Czyżby trauma z powodu niegdysiejszej niechęci Jose Mourinho? Jak by nie było, piłkarzowi życzymy szczęścia na dalszej drodze życia. Szkoda tylko, że takie ciacho nam się zmarnuje.

Jednocześnie Mateja przyznał, że ma olbrzymią i nieopanowaną słabość do tatuaży, co nie jest akurat godne pochwały w przypadku obrania takiej a nie innej ścieżki życia. Piłkarz ma jednak nadzieję, że z Bożą pomocą jego okrutna przywara zostanie wyeliminowana. Podobno zresztą jest dużo lepiej niż wcześniej.

 

Nie chciałybyśmy ironizować w sprawie tak poważnej, jak poświęcenie się wierze i religii, ale czy to naprawdę możliwe, by znany piłkarz, który przez całe swoje życie biegał po boisku, kopał piłkę i był nazywany "Batmanem", nagle uspokoił się i wyciszył do tego stopnia, by resztę swoich dni spędzić w zamknięciu i na modlitwie? Jak podatny na uzależnienia człowiek, który najbardziej na świecie kocha rysunki na ciele i spędzanie czasu w taki sposób, może nagle zapomnieć o swoim nałogu? No i, przede wszystkim, co go do tak drastycznego kroku popchnęło? Czyżby trauma z powodu niegdysiejszej niechęci Jose Mourinho?

 


Jak by nie było, piłkarzowi życzymy szczęścia na dalszej drodze życia. Szkoda tylko, że takie ciacho nam się zmarnuje.