Coleen w komorze

To, że bogacze nie wiedzą, co robić z pieniędzmi, jest faktem powszechnie znanym. Zdarzają się wprawdzie tacy, którzy rozsądnie inwestują, tym samym rzeczywiście pracując w celu pomnażania dalszego majątku. Do tej kategorii nie należą jednak WAGs. Choć nierzadko udaje im się zbić niezłą fortunę na byciu sławnymi, to zwykle jedynym kierunkiem inwestycji są one same: ciuchy, kosmetyki, wyjazdy do spa i na kosztowne wakacje są na porządku dziennym. Czasem zdarza im się wydać także parę groszy na swoich mężczyzn, ale szaleństwa z reguły ograniczają sie do zapinanych sweterków i metalowych rurek.

 

Nie inaczej było i tym razem w przypaku Coleen McLoughlin. Narzeczona Wayna Ronney postanowiła bowiem znów rozpieścić siebie. Zakup, którego dokonała ostatnio, wygląda jak statek kosmiczny i po polsku nie ma żadnej ciekawszej nazwy niż "komora do unoszenia się na wodzie". Colleen podejrzała takie urządzenie w jednym z salonów spa, gdzie niedawno przeprowadzano na niej kolejne setki zabiegów pielęgnacyjnych.

 

 

Rzeczona kapsuła wyglądają mniej więcej tak, a kiedy się w niej zamknąć, jest podobno cicho, ciemno i relaksująco. W środku nie trzeba robić nic - kabina wypełniona jest silnie mineralizowaną woda, która sama wypycha na powierzchnię. Zero wysiłku, zero aktywności. Dlaczego nie dziwi nas, że tak leniwy sposób spędzania wolnego czasu ukochała sobie właśnie WAG.

 

W międzyczasie luby Coleen, Wayne Rooney, urządza u nich w domu warte 4 mln funtów studio nagraniowe. Nie wiemy, po co mu aż całe studio, skoro dopiero zaczął pobierać lekcje gry na gitarze. Cóż. To tyle na dziś o wydatkach bogaczy.