Steve Gerrard obrabowany

Zła passa zawodników (i byłych zawodników) Liverpoolu trwa. Do grona okradzionych przez włamywaczy piłkarzy "The Reds", w któr znaleźli się wcześniej Jerzy Dudek, Peter Crouch, Dirk Kuyt, Pepe Reina, Daniel Agger i Florent Sinama-Pongolle, dołączył teraz Steven Gerrard. Podczas gdy z jego wartej 3 miliony funtów willi wynoszono cenną biżuterię, piłkarz brał udział w spotkaniu z Marsylią. Jego żona, Alex Curran, wówczas znajdowała się w domu. Nie, nie była akurat zajęta malowaniem paznokci i zauważyła, co się dzieje, ale zamaskowani złodzieje mocno ja nastraszyli.

 

 

Na liście skradzionych rzeczy znalazł się między innymi drogocenny zegarek (wart, bagatela, 10 tysięcy funtów), który to żona Gerrarda kupiła graczowi w prezencie świątecznym i o którym głośno opowiadała w wywiadach. Ciachom pachnie to trochę nierozważną zachętą sla włamywaczy, ale co my tam wiemy o przechowywaniu kosztowności.

 

Tak czy inczej, ofiar zuchwałych włamań wśród liverpoolczyków przybywa. Mimo ubiegorocznego pojmania mężczyzny przyznającego się do pieciu z wymienionych włamań, fala kradzieży, jak widać, nie opada. Już czujemy blady strach, który padł na pozostałych, jeszcze nienaruszonych zawodników: kto następny? Kto by to nie był, niech pamięta: zostawienie WAG na straży to niedostateczne zabezpieczenie.