Antyciacho dnia, czyli Maruda Malouda

U sportowców są rzeczy, które kochamy - do tej grupy można zaliczyć wygląd i dobre wyniki, piękną grę, dalekie skoki etc. To, co lubimy trochę mniej, ale tolerujemy, bo tak jest skonstruowany świat, to profesjonalnych gwiazd sportu braki w edukacji oraz skłonność do imprez i rozrzutność. Jest również mnóstwo takich zachowań, które u sportowców przechodzą, choć powszechnie uważa je się za naganne - zdrady, symulowanie fauli, gadanie głupot, egocentryzm (tak, adresujemy to głównie do Cristiano Ronaldo). To, czego jednak nie strawimy nigdy, to marudzenie.
Dlatego - mimo wielu zalet z pierwszego wymienionego zbioru - Florent Malouda zostaje oficjalnie wykluczony z grona naszych ulubieńców. I nie pomoże tu piękny, umięśniony brzuch ani wspaniałe ramiona.

 

 

 

 

Mimo aktualnej kontuzji i faktycznego braku przydatności w drużynie Chelsea, Malouda znalał ostatnio siłę, aby jęczeć i narzekać na wszystko dokoła. Angielski futbol gracz określił jako "bezmózgi", kolegów nazwał "prymitywami", wyżywienie ocenił jako "wstrętne", a okres świąteczny w Anglii jest według niego "straszny".

 

Przypominamy, że Malouda jest Francuzem. To nam, niestety, przywodzi na myśl stereotypowe francuskie poczucie wyższości nad resztą świata. Ciacha uważają, że pomocnik Chelsea powinien się wstydzić swojej postawy i są zdania, że dorosły facet nie powinen się głośno skarżyć na swój los - to żałosne. Szczególnie z tak błahych, czy też wyimaginowanych przyczyn. Niech nam sie jeszcze z niezadowolenia popłacze.