Marata droga na szczyt

Rosyjski tenisista, Marat Safin mozolnie próbuje odbudować swoją dawną formę i ponownie stać się numerem jeden w męskich rozgrywkach. Wiele wskazuje jednak na to, że to mu się nie uda. Sam Marat chyba też tak sądzi, bo delikatnie mówiąc zaczyna ''odpuszczać''.

 

Porażka w 2 rundzie US Open ze Szwajcarem Satanislasem Wawrinką mocno musiała podciąć mu skrzydła. A że Marat z cierpliwości i stoickiego spokoju raczej nie słynie, a wręcz przeciwnie, zaczął sobie szukać nowych wyzwań, już poza tenisowym kortem.

 

 

Adrenalina meczowa już nie wystarcza, szybkie samochody przestały cieszyć, a piękne kobiety chyba się znudziły, więc co postanowił zrobić Safin? Spakował rakietę tenisową do torby, szczelnie ją zamknął i odstawił do kąta. Wszystko na rzecz podróży do Nepalu, gdzie zamierza wspiąć się na jeden z tamtejszych ośmiotysięczników. Celem jest szczyt Cho Oyu, znajdujący się na granicy nepalsko - tybetańskiej. Ekspedycja już wyruszyła. W ubiegły piątek Marat wraz z ośmioma członkami grupy rosyjskich wspinaczy podjął się nie lada wyzwania. Wysokość, na którą muszą wejść himalaiści musi robić wrażenie - 8201 metrów to poważna sprawa. Jest to w końcu 6 najwyższy szczyt na świecie.

 

Wyprawa ruszyła z Katmandu a zakończy się 20 października. Wszystko wskazuje zatem, że dla Safina sezon już się zakończył i do stycznia nie zobaczymy go w żadnym turnieju.

 

A to cel:

 

 

Ciacha nie ukrywają, że to raczej smutna wiadomość. Dopiero co wrócił i znowu go nie będzie. Poza tym takie górskie wspinaczki są bardzo niebezpieczne. Zawodowi himalaiści przygotowują się do nich latami. Mamy nadzieję, że Rosjanin nie porwał się z motyką na słońce. Dobrze przynajmniej, że jest silny, młody, wysportowany i zdrowy... Cóż, chyba mało nas to pociesza. Ciacha zaczynają się martwić o ''nasz'' No. 1.

 

Jeżeli chcecie bliżej poznać motywy Marata, zapoznać się ze szczegółami całej wspinaczki i zobaczyć kilka zdjęć z Nepalu, zapraszamy na jego oficjalną stronę internetową. Niech sam Wam wszystko wytłumaczy.

 

A to dla tych, które bez Marata żyć nie mogą: