Jakie są pani plany wobec Łukasza?

Ekhm, ekhm.... czyli ciachorelacja z konferencji Łukasza Kubota.

Pani pąsowieje, sala chichocze. A i Łukasz Kubot wygląda na rozbawionego.

Konferencja z udziałem naszego tenisisty odbyła się wczoraj na Stadionie Narodowym, za sprawą podjętej właśnie współpracy między Łukaszem a marką 4F. Oprócz Kubota na pytania odpowiadali przedstawiciele producenta ubrań, w tym pani, której przyszło odpowiedzieć na pytanie z tytułu tej relacji (my po zobaczeniu Łukasza na żywo nie miałybyśmy absolutnie żadnych problemów z opowiedzeniem o naszych planach, choć z powstrzymaniem rumieńców byłoby już pewnie znacznie gorzej).

Już na wejściu na teren Stadionu natykamy się na wozy strażackie. Ha! Ktoś czyta nasz portal i wie, czego nam zwykle trzeba. Chwilę później strażak pyta: "Czy zarejestrowała się już pani na kongres pożarnictwa?". Nie, ale będę pamiętać - później może się przydać.

Tymczasem po drugiej stronie Stadionu Łukasz przechadza się po sali i oplata wszystkich jedwabnymi rzemykami przydymionych swoich spojrzeń. Po czym... opowiada o miękkości materiału (mhm...) i kroju ubrań, które pomagał zaprojektować, ale też o tenisie. Spytany o to, czy nie zamierza zmieniać partnera deblowego Roberta Lindstedta, który prezentuje ostatnio słabszą formę, odpowiedział:

Dzięki niemu wygraliśmy turniej w Australii, dlatego że on do mnie zadzwonił. [...] Ja nie jestem zawodnikiem, który będzie zwalał winę na mojego partnera. Jesteśmy drużyną do końca roku. Co będzie w przyszłym roku? Nie rozmawialiśmy jeszcze na ten temat, mamy cel na ten rok, chcemy osiągnąć Masters.

Plus dla ciebie Łukasz za tę odpowiedź. Padło też pytanie o przegrany mecz trzeciej rundy tegorocznego Wimbledonu z Milosem Raonicem i choć Łukasz zaznaczył, że nikt nie lubi mówić o przegranych pojedynkach, to jednak chwilę temu meczowi poświęcił, upatrując swojej przegranej w wyjątkowo dobrym, jeśli nie najlepszym w tourze, serwisie Kanadyjczyka. Plus numer dwa wędruje na konto Łukasza.

Udało nam się też dowiedzieć, skąd wziął się słynny Łukaszowy kankan:

Przygotowania do sezonu 2011, [...] trener był pozytywnie zaskoczony, jak wysoko podnoszę nogi. Miałem 3 sekundy, żeby wymyślić jakieś ćwiczenie, nie wiedziałem, co mam robić, zaczęliśmy podnosić nogi do góry i on powiedział "To będzie twoja wizytówka, na następnym meczu masz to po prostu wyskakać". Nie miałem wyjścia. Pamiętam mojego pierwszego kankana w Australii, kiedy po maratonie z Samem Querreym, ówczesnym 20. zawodnikiem świata tego dokonałem. Wszystkie telewizje to pokazywały, ja się czułem trochę głupio.

Rozumiemy, aczkolwiek nie zmieniaj tego.

 

Szkoda tylko, że cieniem na wszystkim kładzie się kontuzja, przez którą Łukasz musiał zrezygnować z kilku startów, a która uniemożliwia mu obecnie pełne treningi, ale tenisista ma nadzieję wystąpić w rozpoczynającym się 10 sierpnia turnieju w Cincinnati, a następnie w kwalifikacjach do US Open.

Tymczasem konferencja wraca do tematyki ubraniowej i choć całkiem podobają nam się stroje z motywami gwiazd, galaktyk i kosmosów, to cóż... portal zobowiązuje... my najbardziej lubimy takie ubrania, które znajdują się obok sportowców.

Tym bardziej, że Łukasz Kubot na żywo jest jeszcze śliczniejszy niż na zdjęciach. Właściwie to zdjęcia tylko w niewielkim ułamku oddają jego urodę.

Pytanie pana strażaka sprzed konferencji staje się jeszcze bardziej trafne. Czym prędzej musimy znaleźć jakiś wóz strażacki.