Cześć Matteo, co tam nałowiłeś?

Dobra dziewczyny, to już ten moment, musimy porozmawiać o Matteo Piano.

Z reguły kiedy zaczynami tekst złowrogim "musimy porozmawiać", wiadomo, że wydarzyło się coś złego, a my będziemy robić interwencję. Tym razem jednak interwencję robimy same sobie i naprawdę nie wierzymy w to, że dotychczas udało nam się na portalu całkowicie zignorować egzystencję kogoś takiego jak Matteo Piano.

Jak to się stało?

Chłopcze, przedstaw się już zatem oficjalnie.

Cześć Matteo.

I to nie tak, że pierwszy raz go teraz zobaczyłyśmy na oczy, oczywiście, że nie, ale objawienie przyszło dopiero zeszłego weekendu podczas meczy Polaków z Włochami w Lidze Światowej. Gdzieś pomiędzy trzecią a czwartą sekundą śmiania się z jego serwisu przechodzącego płynnie w uświadomienie sobie, że oto właśnie kręci nas sposób w jaki ktoś zagrywka piłkę. Świetnie.

Ale Matteo Piano jest cudny nie tylko. gdy zagrywa. Jest jeszcze cudny gdy:

1) Leży w trawie.

2) Pozuje z fankami po meczu.

3) Jest smutny bo zdarł sobie kolanko.

4) Nie umie przybić piątki z Luką Vettori.

5) Nie wie czy piłka była w polu, czy na aucie.

5) Je kanaki z kolegami.

6) Je kanapki z dziećmi.

7) Szczeka razem z psem.

No mogłybyśmy tak jeszcze wklejać jego Instagrama do wieczora. Matteo Piano, witaj na Ciachach. To nie jest łatwy kawałek chleba, bądź dzielny.

A jak Wy znajdujecie włoskiego siatkarza?