Ta historia z życia Wojtka Szczęsnego i Mariny Łuczenko zmieni Wasze na zawsze

Lepiej sobie zaparzcie herb...o nie, zepsułyśmy.

Po miesiącach spekulacji, kamuflaży i zabawy w kotka i myszkę z mediami, bramkarz Arsenalu i piosenkarka/celebrytka wreszcie wyjawili światu szokującą prawdę o sobie. Żeby wszystko ciągle utrzymać w enigmatyczne atmosferze, uczynili to za pomocą nie słów lecz zdjęcia, a później poszło już z górki. Stroną ujawniającą kulisy związku była jedna przede wszystkim Marina, która zamieszczała na swoim kontach społecznościowych wideo relacje ze wspólnych wypraw do wesołego miasteczka i koncertów Beyonce.

Aż do teraz!

Wojciech przemówił!

W Fakcie!

Tylko Faktowi wyjawił prawdę o ich związku. Po raz pierwszy (parę tygodni po tym kiedy został nazwany "moim facetem" przez piosenkarkę w JOYu) oficjalnie nazywając Marinę "swoją kobietą".

 

Ostatnio kupiłem sproszkowaną japońską zieloną herbatę Matchę. Pyszna. Do tego dostałem gliniany spodek w którym najpierw rozrabiam zielony proszek. Przez minutę mieszam go w przegotowanej wodzie specjalnym przypominającym pędzel do golenia pędzelkiem z cieniutkich drewienek. Dopiero potem wlewam do dzbanka i zalewam wodą w temperaturze około 80 stopni. Nie można wrzątkiem, bo herbata traci właściwości. Ale jest świetna. Pijemy go z moją kobietą, Mariną, codziennie litrami. Nim zaparzymy, gramy w nożyce-papier-kamień kto miesza - wyznaje bramkarz.


źródło: sport.fakt.pl

Nie, słuchajcie. Albo:

1) Fakt sam sobie ten cytat wymyślił.

2) Wojtek kręci sobie ostrą bekę z Faktu.

3) Szykuje nam się kolejny blog lafstajlowy, nie wiemy, "życieweganinabymarina"?

Zgłupiałyśmy.