Piąteczek!

W jeszcze bardziej weekendowy nastrój wprowadzą nas pijaniusieńcy biathloniści z Norwegii. Słuchajcie, nie chcemy za dużo zdradzać, ale musicie wejść i zobaczyć co tam się dzieje.

Co tu dużo mówić, świętowanie zakończenie sezonu w biathlonie różni się nieco od przejażdżki dorożką ulicami Podhala. Zanim jednak doszło do świętowania, trzeba było wyłonić zwycięzców. W rywalizacji panów, po raz trzeci z rzędu swoją Kryształową Kulę odebrał Martin Fourcade. I szybko jej nie odda!

Francuz nie miał sobie w tym roku równych na trasach i strzelnicach, mimo notorycznych problemów z kijkami.

A później można było już wskoczyć w galowe stroje i wybrać się na oficjalną imprezę federacji. Panowie do zdjęć jeszcze trzymali fason:

 

Ale szybko wpadli na bardziej praktyczne zastosowanie pucharu:

I zaczęło się. Rockową duszę odkrył w sobie młodszy z braci Boe, Johannes. Do którego szybko dołączył odnajdujący w sobie karaokową duszę Emil Heglle Svendsen. Emil Hegle Svendsen odkrył w sobie wiele dusz tej nocy.

Ale to jeszcze nie koniec! Panowie poprzeczkę zawiesili wysoko, ale to nie do nich należało show ostateczne. Skradła je dwójka Szwedów, którzy świętowali zakończenie kariery, Bjoern Ferry i Carl Johan Bergman. Biathloniści, wspomagani przez kolegę z kadry Fredrika Lindstroema, postanowili przebrać się za blond seksbomby.

Jedna jeden z nich również zdecydował się na występ na scenie. Dziewczęta, przed Wami Bjoern Ferry:

Dziś idziemy na imprezę z biathlonistami.

(A za podesłanie wszystkich tych wspaniałych materiałów dziękujemy moonlight_002. Wypijemy Twoje zdrowie!).