Aleksandar Atanasijević mówi, że czuje się dzieckiem Skry i ma żółto - czarne serce

Macie ochotę na sentymentalny wywiad z serbskim atakującym?

W ostatnim czasie pisałyśmy o Alku przede wszystkim w kontekście zdjęć z jego ukochaną, tęskniąc z czasami, w których pisałyśmy w kontekście Skry Bełchatów. Dziś mamy pretekst by wrócić do tamtych chwil i przypomnieć sobie jak bardzo brakuje nam Serba w polskiej lidze.

A tęskni i on sam. W wywiadzie udzielonym Przeglądowi Sportowemu atakujący przyznaje, że w Perugii odnalazł się wspaniale, razem z kolegami i trenerem stworzyli tam mały obóz serbski, ale nadal ma bardzo wiele ciepłych wspomnień o swoim byłym klubie, cały czas pozostaje w kontakcie z zawodnikami i kibicami z Bełchatowa, nie daje się nawet zaskoczyć dziennikarzowi, gdy ten pyta go o ostatnie wyniki Skry.

 

Moje serce jest żółto-czarne, nic się tutaj nie zmieniło. Spędziłem w Bełchatowie dwa cudowne sezony, wiele się nauczyłem. Można powiedzieć, że czuję się trochę dzieckiem Skry. Gdy tylko mogę oglądam jej mecze, kibicuję jej, wspieram chłopaków. Zresztą poprzez twittera nadal mam kontakt z wieloma kibicami z Polski. Za Skrę trzymamy kciuki razem z Konstantinem Eupkoviciem, z którym razem wylądowaliśmy w Perugii. Jeśli tylko kiedyś będzie okazja bez wahania wrócę do hali Energia - opowiada Serb.

 

Alek - czekamy, tęsknimy i pozdrawiamy!

A całą rozmowę przeczytać może tutaj>>