Powiemy krótko: Matthew Anderson już (chyba) nie ma dziewczyny

Sprawa dla reportera.

Historia z Matthew i jego Brytfanką Brittney od początku była dość dziwna. Ni stąd ni zowąd siatkarz i niejaka Brittney (Elizbeth) Porter ustawili sobie na Facebooku, że są ze sobą w związku. I potem cisza. Żadnego wspólnego zdjęcia, żadnego twittu zaadresowanego do drugiej połówki, żadnego tęsknię za tobą jak pustynia tęskni za deszczem, żadnych śniadań w kształcie serca, nic.

Jakiś czas temu Matthew cieszył się na twitterze, że po raz pierwszy od dawna, będzie miał okazję spędzić Sylwestra w domu. Oho, jedzie do dziewczyny, pomyślałyśmy. Tymczasem wypadki ubiegła dziewczyna, która w połowie grudnia pochwaliła się na instagramie biletem lotniczym z dopiskiem "Off to Russia".

A cztery dni później widokiem z okna samolotu lądującego w Moskwie. Od tego czasu bałyśmy się Internetu, z trwogą zaczęłyśmy wchodzić na twittera Andersona szykując się na Apokalipsę i spacerki po Placu Czerwonym, a tu znowu cisza. Do czasu, kiedy dzień przed wigilią Brittney ogłosiła światu, iż:

SINGLE?

Weszłyśmy, sprawdziłyśmy, informacja o statusie związku z Facebooka zniknęła. Szybko poszło!

Nie chcemy się cieszyć z cudzego nieszczęście, ale coś nam mówi, że Matthew chyba szczególnie nieszczęśliwy teraz nie jest. A gdyby jednak, Matthew, stój tam, nadchodzimy!