To był weekend polskich goli

Trenerowi Fornalikowi współczujemy bólu głowy (chociaż nie, po chwili namysłu - nie współczujemy), a same zabieramy się do radochy podziwiania, napawania się i pękania z dumy.

Zacznijmy od pięknej bramki niejakiego Bartłomieja Pawłowskiego dla hiszpańskiej Malagi. Bartłomiej Pawłowski to uroczy młody człowiek, który w Maladze gra od tego sezonu i jakoś tak nie było dotąd okazji nad wyrażeniem radości z powodu Polaka z Primera Division, więc Bartek znalazł nam taki powód. Znalazł go, wchodząc w 72. minucie spotkania z Realem Valladolid i robiąc coś takiego.

Duma.

No to teraz czekamy na gola dla Realu, ale Madryt.

Robert Lewandowski rozbija Freiburg. To w sumie nie nowina, bowiem zespół ten ma niebywałego pecha do Roberta, tudzież Robert niesłychane predylekcje do strzelanie i prokurowania bramek przeciw tej właśnie drużynie. Borussia wygrała 5:0, a Lewandowski miał swój udział przy każdej z pięciu bramek. Dwie strzelił sam, asystował Reusowi i Błaszczykowskiemu (temu drugiemu - piętą!) i wywalczył rzut karny, na bramkę zamieniony przez... znowu Reusa! Miłość kwitnie.

A przy okazji, podczas gdy jego koledzy zajęci byli strzelaniem goli, Mats niósł rywalom nadzieję, pomoc i wsparcie, jeszcze bardziej rozmiękczając nasze serca.

Ale Bundesliga i Polacy to nie tylko Borussia. Swojego pierwszego gola na niemieckich boiskach strzelił w ten weekend Arkadiusz Milik, który rok temu zimą opuścił Zabrze i przeniósł się do Bayeru Leverkusen. Stamtąd wypożyczono go do Augsburga, gdzie zaliczył strzelecki debiut. Podobnie jak Pawłowski, Milik wszedł z ławki (w 76. minucie) i on również uratował dla swojego zespołu punkt, strzelając na 2:2.

Polska bramka padła także w Holandii, tyle, że była to... bramka samobójcza. Jej autorem był bramkarz Rody Filip Kurto i trochę smuteczek, że w ten właśnie sposób przedstawiamy Wam młodszego kolegę Przemka Tytonia, a jeszcze większy smutek, że Filip w ogóle ma bardzo złą serię w lidze holenderskiej.... w ostatnich czterech kolejkach puścił 15 bramek... Cały worek, z którym to workiem tak ładnie prezentował się kiedyś przy Reymonta...

No to przejdźmy może do weselszych wieści o naszych bramkarzach. Artur Boruc zachował czyste konto w meczu z Crystal Palace, a od początku sezonu jego małą świątynię zdobyto tylko dwa razy - to samo w Premier League może o sobie powiedzieć tylko Hugo Lloris. A Wojtuś? Wojtuś puścił wprawdzie gola, ale jakie to ma znaczenie wobec faktu, że Arsenal wygrał, jest liderem i w ogóle przeżywa time of his life?