"To nie moja wina, że wyścigi są nudne", mówi Sebastian Vettel, czyli o GP Singapuru słów kilka

Sebastian Vettel znowu wybuczany na podium, Alonso z Webberem bawią się w taksówkę, a Kimiego bolą plecy.

Rzeczywiście trzeba przyznać rację Sebastianowi, wczorajszy wyścig nie należał do najbardziej fascynujących. Ale momenty były. Tradycyjnie mieliśmy trochę fajerwerków na starcie, Nico Rosbergowi udało się nawet znaleźć na chwilę przed Sebastianem Vettelem, jak z procy na trzecie miejsce wystrzelił Alonso, ale zaraz potem sytuacja na torze zaczęła nam się stabilizować.

Z tyłu ciekawy pojedynek toczyli Perez z Hulkenbergiem, w którym nie obyło się bez niezgodnych z regulaminem wyprzedzeń. Tak przynajmniej orzekli sędziowie, z czym nie do końca w swojej rozmowie radiowej z inżynierem zgodził się Nico.

A jego dramatyczne "FOR WHAT???!!!" wyobrażamy sobie mniej więcej tak:

To i tak było za mało, żeby zdobyć tytuł najlepszego "team radio" wyścigu. Ten, naszyzm zdaniem, powinien trafić do inżyniera Lewisa Hamiltona, który poradził mu by:

Jak to dobrze, że częstotliwości tych nie przechwyciło radio Lotusa.

Dobra, słabe żarty, ale takie właśnie zdominowały w tym tygodniu padok. Bo widzicie, Kimi przez cały weekend narzekał na ból pleców i na niego właśnie zwalono dopiero 13. miejsce Icemana w kwalifikacjach. Złośliwcy stwierdzili jednak, że to wymówki wobec napiętych relacji Kimasa z szefostwem, po tym jak kierowca bez ogórek wypalił, że do Ferrari przenosi się, bo Lotus zalega mu z wypłatą. Co bardziej odważni sugerowali nawet, że to efekt upadku na klatce schodowej po alkoholowej libacji, a inni wskazywali, że to taki sam wybieg jak w Spa, kiedy Raikkonen nie mógł brać udziału w czwartkowych obowiązkach medialnych przez tajemniczą chorobę, co przez wielu skomentowane zostało tak, że po prostu mu się nie chciało.

"I wtedy im powiedziałem..."

"Że bolą mnie plecy".

Wracając do wydarzeń na torze, plecy po wyścigu mogły rozboleć Daniela Ricciardo, który spowodował tradycyjny na torze w Singapurze wyjazd samochodu bezpieczeństwa.

Toro Rosso Formula One driver Daniel Ricciardo of Australia walks away from his crashed car as it is recovered during the Singapore F1 Grand Prix at the Marina Bay street circuit in Singapore September 22, 2013. REUTERS/Natashia Lee (SINGAPORE  - Tags: SPORT MOTORSPORT F1)

REUTERS/NATASHIA LEE

Po wznowieniu nic szczególnie dramatycznego się nie działo, nie licząc wypadnięcia największego pechowca weekendu biednego biednego, smutnego Romka i spotkania ze ścianą Paula di Resty. Na szczęście tym razem obyło się bez wyjazdu samochodu bezpieczeństwa.

Tuż przed końcem wyścigu jeszcze jedną (niemiłą) atrakcję zaserwował nam Mark Webber, z którego samochodu zaczęły buchać iskry co musiało się skończyć zjazdem na pobocze tuż przed metą. Na szczęście Fernado Alonso był na posterunku.

Tyle, że niestety obaj panowie wykazali się niefrasobliwością, Webbo mało rozważnie wbiegł sobie na tor, a Alonso zamiast zjechać na pobocze, zaparkował beztrosko na linii wyścigowej, co spowodowało niemały problem dla przejeżdżających obok kierowców Mercedesa:

Obydwaj kierowcy zostali ukarani naganą, a że jest to już trzecie takie upomnienie dla Webbera w tym sezonie, kierowca do następnego wyścigu wyruszy cofnięty o 10 pozycji.

Tymczasem Sebastian Vettel dojechał do mety na niezagrożonej przez niemal cały wyścig pierwszej pozycji, co nie spodobało się licznie na torze zgromadzonym kibicom Ferrari. Kierowca Red Bulla, tak jak ostatnio na Monzie, został wygwizdany na podium.

 

To nie było miłe, ale większość fanów była ubrana na czerwono. Oni reagują bardzo emocjonalnie, gdy ich zespół nie wygrywa. Ferrari ma oddanych kibiców i ogromne tradycje w F1. Są tu dłużej niż ktokolwiek inny, odnieśli wiele zwycięstw, choć ostatnie należą do nas. Moje wyścigi nie są najbardziej interesujące, ale mało mnie to obchodzi. To nie moja wina, że wyścigi są nudne - broni Vettel.


Swojego podopiecznego wziął w obronę szef teamy, Christian Horner.


To zachowanie nie ma wiele wspólnego ze sportem. Sebastian pojechał niesamowicie. Zobaczyliście kawał świetnej jazdy, to był jeden z jego najlepszych wyścigów w karierze i on nie zasłużył na takie traktowanie - powiedział. - Sebastian mówi, że go to nie dotyka i się tym nie przejmuje, ale on jest przecież normalnym człowiekiem. Daje z siebie wszystko i to nie sprawiedliwe, że jest tak odbierany - dodał.


Całe szczęście chwile goryczy na podium osłodził mu Kimi Raikkonen.

(Chłopcy, chłopcy). Którego nawet plecy przystały po awansie z 13. pozycji na 3. boleć ;)

A jakie są Wasze wrażenie po Grand Prix Singapuru?