Na dobry początek dnia: Mesuciątko też ma już nowych przyjaciół

I nawet się uśmiecha!

Nie, żeby jakoś przekonująco, euforycznie czy entuzjastycznie, ale uśmiecha się, uśmiechają się też jego koledzy z reprezentacji, którzy - mamy wrażenie - od samego początku starają się zrobić wszystko, żeby Mesuciątko zapomniało o Ramosie zbytkach Madrytu i poczuło się w Londynie jak w domu.

Ale kiedy Poldiego nie ma w pobliżu, Mesuta znów dopada smutek, melancholia i nostalgia. Biega ze spuszczonymi oczkami, wzdycha, a uśmiech, który przysiada mu czasem na wargach jak zmarznięty wróbelek, jest bledszy niż ramiona Iniesty.

I choćby nie wiadomo, jak starał się lektor...

Kurde, ładnie mu z tym smutkiem....