Tymczasem Bale mówi "Hola!" do Santiago Bernabeu

No to mamy wreszcie ten upragniony happy end.

Tak długiej i monotonnej telenoweli transferowej nie było chyba od czasów "Arsenalu, puść Fabsa do Barcy!" i jesteśmy w tak wielkim szoku, że dobiegła ona końca, że patrząc na pierwsze fotki z prezentacji Bale'a na Santiago Bernabeu przecieramy oczy, czy...

 

 

Dzięki Bogu, okazuje się, że to "real life" i Walijczyk wreszcie (!!!) mógł kopnąć piłkę jako piłkarz Królewskich i jednocześnie - ba! nie zapominajmy o najważniejszym - najdroższy piłkarz na świecie. O świcie wylądował na lotnisku Barajas w Madrycie, udał się na krótki odpoczynek do hotelu, a już o 13.00 musiał przywdziać biały trykot i zacząć namiętnie całować królewski herb na swojej piersi. Wyglądało to tak:

 

 

 

 

 

 

 

 

A na żywo przyglądało się temu wcale nie tak mało ludzi, bo całe 20 tysięcy zgromadzonych na Santiago Bernabeu fanów, którzy zwyczajnie oszaleli na punkcie swojego nowego idola. Transparenty, koszulki i oczywiście obowiązkowe skandowanie nazwiska. Uciecha była tym większa, że Bale prawdopodobnie spędził lot z rozmówkami hiszpańskimi na kolanach, gdyż przemówił do kibiców uroczo łamanym castellano.

 

 

Skoro już jesteśmy przy uciesze, to najbardziej podekscytowaną osobą tego popołudnia w Madrycie był chyba Florentino Perez. Pierś do przodu, rozanielony uśmiech, cóż, mamy nadzieję, że nie zejdzie jak już przyjdzie mu rachunek do zapłacenia za swojego nowego pupila.

 

 

 

Póki co podziwiajmy, cieszmy się happy endem tej telenoweli i zacierajmy ręce na nadchodzące kolejki Primera Division. Teraz nie tylko Neymar musi udowadniać, że jest wart swojej ceny, ale i Bale musi nastrzelać parę goli, by to 100 milionów euro chociaż częściowo się zwróciło.